wtorek, 11 marca 2014

Imagin. - Louis. vol. 2.

na życzenie Ann Horan.
mam nadzieję, że Cię nie zawiodłam! ;) 



Czekałam na lotnisku, wśród mnóstwa roześmianych i podnieconych fanek. Przechodziłam z nogi na nogę, nie mogąc się doczekać. Te minuty tak strasznie się przeciągają! Nagle usłyszałam piski i spojrzałam, w stronę drzwi, z których wychodzić miała cała ekipa One Direction. Kiedy tylko zobaczyłam roześmianego i roztrzepanego bruneta, poczułam jak moje serce rośnie, a na policzki wkradają się rumieńce. Nie zważając na nic i na nikogo, ruszyłam w stronę wchodzących, wymijając umiejętnie wszystkich ochroniarzy.

- Lou! – krzyknęłam, a do moich oczy zaczęły napływać łzy szczęścia
- [T.I]! – odkrzyknął i rzucając wszystko co trzymał w rękach, rozłożył ramiona, biegnąć w moją stronę. Rzuciłam się na niego, zapominając o otaczającym nas świecie. Zaczęłam obcałowywać całą jego twarz, aż w końcu dotarłam do jego słodkich ust. Spojrzeliśmy sobie w oczy, by w następnej sekundzie całować się namiętnie. W tamtym, tak bardzo szczęśliwym momencie, zapomniałam nawet o tym jak wyglądam i o tym ile prawdopodobnie ważę. Jak dobrze, że mój mężczyzna jest naprawdę silny. W końcu się ogarnęliśmy i zeskoczyłam z niego, witając się z resztą roześmianych chłopców. 

Odsunęłam się na bok i odczekałam te paręnaście minut, podczas, których chłopcy rozdawali autografy, robili sobie zdjęcia z fankami, lub po prostu się z nimi witali. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Tak bardzo za nim tęskniłam. Założyłam ręce na klatkę piersiową i rozglądając się, czekałam aż będą wolni. Całkowicie niechcący usłyszałam w tłumie rozmowę trzech, młodych dziewczyn.

- ty widziałaś jak ona wygląda?
- no masakra. Nie rozumiem w ogóle na co Louis poleciał. Przecież ona wygląda jak..
- jest dla niego za gruba. I strasznie brzydka. Niech on w końcu przejrzy na oczy! – stwierdziła ostatnia, a chwilę potem cała trójka zaczęła się szyderczo śmiać.

W tamtym momencie poczułam jak serce mi pęka. Z tej cholernej tęsknoty zapomniałam, że miałam się nie pokazywać. Zapomniałam jak bardzo bałam się reakcji Ich fanek. A teraz już wiem co o mnie myślą, co wcale mnie nie pociesza. Zacisnęłam pięści i ze spuszczoną głową wyszłam z budynku. Przez cały ten czas starałam się powstrzymać łzy, jednak kiedy znalazłam się na zewnątrz, a żaden z chłopaków ani ekipy mnie nie widzieli, odpaliłam papierosa. Kiedy zaciągnęłam się po raz pierwszy, nie wytrzymałam i rozpłakałam się. Ogromne krople łez kapały na moje białe trampki, a ja kucając, wpatrywałam się w chodnik.

- co się stało? – usłyszała sympatyczny głos Lou, stylistki chłopaków. Podniosłam twarz, ocierając resztki łez i uśmiechnęłam się do niej.
- wszystko w porządku. Jak im idzie? – wskazałam głową na wejście.
- właśnie idą – zaśmiała się i mimo, że nie wiedziała co się tak naprawdę dzieje, posłała mi pocieszający uśmiech. To niesamowita kobieta, od począku bardzo ją polubiłam.

Ujrzawszy nadchodzącego Louis’a, otarłam resztki rozmazanego makijażu, wyrzuciłam papierosa i przywołałam na twarz sztuczny uśmiech.


~*~

Leżeliśmy na puchatym dywanie i wpatrywaliśmy się w tańczące płomienie w kominku. Poczułam jego dłoń na swoim kolanie, która z każdą sekundą znajdowała się coraz wyżej. Zaczął składać na mojej szyi delikatne pocałunki swoimi gorącymi ustami. Wczuwałam się w każdy jego ruch, w każdy gest. Kiedy musnął mój dół lekko zadrżałam, ale uśmiechnęłam się, czując, że podąża dalej. Po tak długich rozłąkach  zawsze był taki delikatny, taki powolny i czuły. Jego pocałunki schodziły powoli na mój dekolt, a on sam znalazł się tuż nade mną. Dotknął mojego brzucha. Spojrzał na mnie i z uśmiechem podążył wargami, w jego stronę, po drodze kreśląc mokre ślady językiem. 

Kiedy jednak dotarł do mojego brzucha, mi przypomniały się nagle słowa dziewczyn z lotniska. Jeżeli tyle osób tak myśli, to musi coś w tym być. Zmrużyłam oczy i odepchnęłam Louis’a.

- co się dzieje? – zdziwił się, ponawiając próbę dostania się do mojego brzucha.
- nie Lou, nie mogę.. – wyszeptałam i odpychając go kolejny raz, usiadłam.
- nie chcesz? – spojrzał na mnie tymi swoimi niebieskimi oczami, a ja czułam jak przechodzą mnie ciarki.
- bardzo chcę.. – rzuciłam cicho, odwracając wzrok w stronę kominka.
- no to o co chodzi? – usiadł naprzeciwko mnie i założył ręce na klatkę piersiową, w oczekującym geście.
- ja.. nie pasuję do ciebie. Ty jesteś wielką gwiazdą, ja jestem nikim. Ty masz mnóstwo fanów, a ja wciąż nie mogę poradzić sobie z ludźmi w mojej pracy.. – zaczęłam wyliczać.
- już ci coś na ten temat mówiłem. Przestań gadać głupoty mała. – uśmiechnął się i zbliżył się do mojej twarz. odwróciłam ją i zmrużyłam oczy. – czy na pewno tylko o to chodzi?
- nie..
- a więc? – uniósł palcem mój podbródek i ponownie przeszył mnie swoimi pięknymi ślepiami.
- nie pasujemy do siebie, bo ja.. ja jestem po prostu okropna..- uniósł brew pytająco – jestem brzydka, gruba i do niczego się nie nadaję. Ja naprawdę nie wiem dlaczego na mnie poleciałeś. Nie rozumiem co takiego ci się we mnie podoba. Jest milion pięknych i zgrabnych dziewczyn, a ja..
- a ty jesteś najpiękniejsza. – dokończył i uśmiechnął się do mnie – [T.I], dlaczego gadasz takie głupoty? Kocham cię najmocniej na świecie. dla mnie jesteś idealna. Kocham wszystko co z tobą związane. To.. – musnął moje usta – to – musnął moje ramiona i zszedł do dekoltu. Przez cały ten czas czułam, jak na moje ciało wkrada się gęsia skórka. – a to i to, kocham najbardziej. – wyszczerzył się, dotykając mojego brzucha i ud. – zrozum głupia, że jesteś cudowna i śliczna. I nie obchodzi mnie zdanie innych i ciebie tez nie powinno.

- Louis.. – nie dane mi było skończyć. Ułożył mnie na plecach i całując namiętnie, dotykał jednocześnie mojego brzucha.
- Kocham cię i te wszystkie małe rzeczy – uśmiechnął się. Zachichotałam orientując się, że przytoczył jedną z ich piosenek.
- ja ciebie też. – wyszeptałam
- jesteś idealna i cholernie mnie pociągasz. – rzucił cicho, zbliżając się do mojego ucha.  – tak jak nikt inny. – przygryzł płatek mojego ucha, a ja nie mogąc się powstrzymać, zaśmiałam się, czując łaskotki.  Spojrzał na mnie z udawanym wyrzutem, po czym sam zaczął się śmiać.

- jesteś niemożliwa – stwierdził po chwili.
- ale najszczęśliwsza na świecie. – dodałam, chwytając jego twarz w dłonie i wlepiając w niego swoje ciemne oczy.

- zapamiętaj sobie, że nikt inny się nie liczy. To ty jesteś moim całym, pięknym światem. – szepnął, po czym pocałował mnie namiętnie.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

nie wiem co Wy o tym sądzicie, ale ja osobiście lubię ten motyw. ;) 
Kocham Was!
buziaki!

niedziela, 9 marca 2014

Imagin - Liam. vol. 3.


Tofi, ja przez Ciebie staję się coraz bardziej nienormalna. <3.


+18.

Dzisiaj jest chyba najgorszy dzień, odkąd zaczęłam tu pracować. Już dawno nie było takiego zapieprzu. Czemu trafiła mi się zmiana akurat w piątek? Jestem strasznie wkurzona na szefa, ale dostaję nie małe pieniądze więc staram się nie narzekać i obsługiwać z uśmiechem każdego klienta. Żeby nie było niedociągnięć – pracuję w jednej z najlepszych knajp w Wolverhampton.

Siedziałam właśnie na zapleczu, korzystając z dwóch minut wolnego, kiedy poczułam wibracje telefonu. Kiedy odczytałam wiadomość, na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Mój Liam poprawił mi humor.  

„Przyjadę po Ciebie. Rozerwiemy się. ;) xo.”

Odpisałam mu i wróciłam do pracy. Mając w głowie jego wiadomość, te parę godzin zleciało mi naprawdę szybko. Kiedy wybiła osiemnasta, zrzuciłam z siebie uniform, chwytając za torebkę i żegnając się ze wszystkimi, wybiegłam z knajpy.

Liam stał oparty o swoje auto, z założonymi na klatce piersiowej rękoma. Przygryzał wargę, obserwując coś zawzięcie. Od zawsze cholernie mnie pociągał, ale teraz był jeszcze seksowniejszy. Biała, dopasowana koszulka, luźne jeansy i full cap. Oblizałam wargę i podeszłam do bruneta.

- hej mała – rzucił i od razu wbił się w moje usta, obejmując mnie całą. Nie było to trudne, bo w porównaniu z nim byłam naprawdę filigranowa. Po namiętnym przywitaniu wsiedliśmy do jego czarnego Range Rover’a i ruszyliśmy.

- co ciekawego wymyśliłeś? – spytałam w końcu.
- zobaczysz. – uśmiechnął się tajemniczo, nie odwracając wzroku. Uwielbiam przyglądać się jego skupionej twarzy. Uwielbiałam te jego delikatne zmarszczki przy oczach. Odwróciłam głowę do okna i obserwowałam mijane miejsca, budynki i ludzi.

Po dwudziestu minutach zorientowałam się, że wyjechaliśmy z miasta. Zaparkowaliśmy na jakimś pustym parkingu. W czasie naszej podróży zdążyło się nawet ściemnić.

- Liam, gdzie my do cholery jesteśmy? – spytałam widząc, że chłopak wcale nie zamierza niczego tłumaczyć. Uśmiechnął się do mnie i wyciągnął z kieszeni swoje ulubione pudełeczko, w którym zazwyczaj trzymał sztuki. Wyciągnął z niego dużego jointa i pomachał mi nim przed nosem.

- powiedziałem, że się rozerwiemy – zaczął szeptem i nachylił się nade mną. Wbił się w moje usta, jednocześnie, jedną ręką otwierając schowek i wyjmując z niego butelkę wódki.
- przecież prowadzisz! – zaczęłam, ale nie dane mi było skończyć. Ułożył palec na mojej dolnej wardze i uśmiechnął się.
- ale ty nie. – poruszył brwiami i podał mi butelkę. Kiedy ją otwierałam, on w tym samym momencie rozpalał.

Włączyliśmy radio i wsłuchiwaliśmy się w słowa lecące z głośników, czując coraz bardziej moc zioła, a ja dodatkowo moc alkoholu. Kochałam Liam’a nad życie. Od zawsze. Tak dobrze się rozumieliśmy, dopełnialiśmy. Lubiliśmy i nienawidziliśmy to samo. Myśleliśmy podobnie i mieliśmy takie samo poczucie humoru. To on zaraził mnie miłością do marihuany i od tamtej pory zawsze jaramy razem. I zawsze w ogromnej ilości. Nie inaczej było i tym razem. Wnętrze samochodu wypełniał biały dym, a my napawaliśmy się każdą sekundą.



Poczułam jego gorącą dłoń na swoim kolanie. Przygryzłam wargę, widząc jego niesamowitą twarz.
nachyliłam się nad nim i zaczęłam powoli całować jego policzki, wargi, linię szczęki, schodząc na szyję. przygryzłam kawałek skóry i usłyszałam cichy jęk. Chwycił mnie za ręce i pociągnął, a sekundę później siedziałam już na jego kolanach, czując wbijającą się w moje plecy kierownicę. Wbił się w moje usta, wcześniej chwytając moją twarz w swoje ogromne dłonie. Uwielbiałam to, bo kiedy byliśmy pod wpływem wszystko było jeszcze bardziej namiętne, czułe i każde z nas wczuwało się cholernie mocno w to co robi.

Wplótł palce w moje włosy i pocałunkami schodził coraz niżej, liżąc i podgryzając. Całował moją szyję, gardło, zbliżając się powoli do dekoltu. Odchyliłam głowę, opierając się o kierownicę i wczułam się w dotyk jego gorących ust. Wsunął delikatnie dłoń pod moją koszulkę i muskając mój brzuch opuszkami palców, zbliżał się do moich piersi. W następnej chwili poczułam jego obydwie dłonie ściskające mój biust. Jęknęłam, a on uśmiechnął się zawadiacko. Masował moje piersi z coraz większą pasją, a ja nie mogąc się dłużej powstrzymać, wbiłam się w jego wargi. Szybkim ruchem rozpiął mój stanik. Pomogłam mu i chwilę potem moja bielizna leżała gdzieś na tyłach samochodu. Całowaliśmy się coraz szybciej, a moje dłonie powędrowały pod jego białą koszulkę. Dotykałam każdego, wyrzeźbionego kawałka jego torsu. Z każdą sekundą czułam jak rośnie we mnie podniecenie. Zaczęłam powoli poruszać biodrami, czując pod sobą jego rosnącą męskość. Ściągnęłam niepotrzebną koszulkę chłopaka i odchyliłam się by móc podziwiać widoki. Przygryzłam wargę, a on posłał mi cudowny uśmiech. Zbliżyłam się do jego twarzy i podgryzając jego dolną wargę, przejechałam paznokciami po jego nagim brzuchu. Usłyszałam ciche mruknięcie. Nasze klatki piersiowe złączyły się, a ja poczułam niesamowite ciepło bijące od jego ciała. Całowałam i lizałam jego szyję, ramiona, obojczyki, kreśląc jednocześnie przeróżne kształty na jego brzuchu. Wyprostowałam się i powolnymi ruchami rozpięłam swoje spodnie. Musnęłam ustami jego wargi i wróciłam na drugie siedzenie, by móc zsunąć spodnie wraz z bielizną. On zrobił to samo. Spojrzeliśmy na siebie, lustrując nawzajem swoje ciała. Kiedy tylko poczułam jego dotyk na ręce moje podniecenie sięgnęło zenitu. Szybkim ruchem usiadłam na nim, czując jak jego gorący członek wchodzi we mnie , a jego dłonie masują moje piersi.

Zaczęłam poruszać powoli biodrami, odchylając się, przez co plecami nacisnęłam na klakson. Byliśmy tak pochłonięci sobą i przyjemnością, że nie zwróciliśmy na to uwagi. Oplotłam ręce wokół jego szyi i patrząc mu w oczy poruszałam się coraz szybciej. Ułożył dłonie na moich biodrach i unosił mnie. Był niesamowicie silny. Nasze jęki i głośne oddechy mieszały się z dźwiękami wydobywającymi się z radia. Poczułam jak zaczyna poruszać się w rytm piosenki, która właśnie w tym momencie leciała. Uśmiechnęłam się i nachyliłam nad jego twarzą. Ucałował mnie w nos i zmrużył oczy. W tym samym momencie poczułam jak jego ogromna męskość wchodzi we mnie coraz głębiej i szybciej. Wplotłam palce w jego misternie ułożone włosy i odchyliłam głowę, również zamykając oczy. Całował, lizał i ssał moje sutki, nie zmieniając tempa poruszania biodrami.

Teraz nasze jęki były naprawdę głośne, nasze ciała spocone. W aucie wciąż unosił się dym, a ja umierałam, czując ekstazę, czując coraz głębiej jego niesamowitego członka. Nie wiem ile to trwało, ale założę się, że parę dobrych godzin. Zawsze tak mamy po jaraniu.

Czułam, że oboje zbliżamy się do końca. Wbiłam paznokcie w jego plecy, a on jęknął. Przyśpieszył, zbliżając usta do mojego ucha. Słyszałam jak jego jęki stają się coraz szybsze, z resztą tak jak i moje. Nagle z moich ust wydobył się krzyk, czując w tym samym momencie jak ogromne ciepło wypełnia moje wnętrze, jak jego członek pulsuje, a jego dłonie powoli zsuwają się z moich bioder. Moje ciało, Wcześniej sparaliżowane przyjemnością i ekstazą, teraz powoli się rozluźniało. Opadłam na niego, czując jego mokry od potu tors. wtuliłam nos w zagłębienie miedzy linią jego szczęki, a szyją i uśmiechnęłam się. objął mnie, jak gdyby chciał obronić mnie przed całym światem i wtulając twarz w moje ciemne włosy wyszeptał swoim cudownym, niskim głosem.

- Kocham Cię mała. 


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------

postanowiłam, że to chyba już ostatni raz. ;p bo jak tak dalej pójdzie, będę musiała założyć osobnego bloga z porno xd 
Kocham Was!
buziaki!

piątek, 7 marca 2014

Imagin - Niall. vol. 4


ze specjalną dedykacją dla Domi Niki. ;*
przepraszam, że tyle musiałaś na to czekać. Mam nadzieję, że choć troszkę się spodoba. ;)



Nigdy nie sądziłam, że znajdę kogoś dla kogo będę w stanie poświęcić cały mój świat, oddając swe serce. Nigdy nie wierzyłam w przypadki. Ale los mnie zaskoczył i jestem mu za to bardzo wdzięczna. Niall od samego początku był dla mnie kimś naprawdę ważnym. Wszystko w nim mi bardzo imponowało. Był wyjątkowym człowiekiem. Dokładnie rok temu spytał, ze swoimi uroczymi rumieńcami zawstydzenia i niesamowitym uśmiechem, czy chciałabym być jego. Bez chwili zastanowienia zgodziłam się i od tamtej pory spędzamy ze sobą każdą wolną chwilę. Nie jest to łatwe, bo On jest światowej sławy gwiazdą, a ja zwykłą tancerką z podrzędnej szkółki tańca. Jednak zawsze jakoś sobie radziliśmy.



Tego dnia mieliśmy swoją rocznicę. Zadzwonił do mnie z rana i powiedział, by nie planowała sobie wieczoru. Byłam strasznie ciekawa co takiego wymyślił.
Przyjechał po mnie późnym popołudniem i po przywitaniu się, od razu założył na moje oczy opaskę.

- zwariowałeś?! Co ty kombinujesz? – próbowałam dowiedzieć się czegokolwiek, machając na ślepo rękoma. W odpowiedzi, za każdym razem słyszałam jedynie jego śmiech. Wsadził mnie do samochodu i ruszyliśmy.

Po bardzo długim czasie, poczułam jak gdzieś się zatrzymujemy. Drzwi po mojej stronie otworzyły się i zostałam delikatnie wyjęta z auta i wzięta na ręce.

- NIall, możesz w końcu zdjąć mi tą głupią opaskę? – rzuciłam, oplatając ręką jego szyję, by nie wypaść z jego objęcia.
- już niedługo. – nie widziałam go, ale byłam pewna, że szczerzy się teraz jak głupi.

W końcu, postawił mnie na ziemi, a ja poczułam pod stopami coś przyjemnego. Zdjął mi opaskę, a ja przetarłam oczy. Rozejrzałam się dookoła. Naprzeciwko nas było małe jeziorko, w którym odpijało się powoli ciemniejące niebo. Staliśmy na ogromnej, pięknej łące. Pod drzewem rosnącym niedaleko rozłożony był koc, a na nim stał koszyk, za pewne z jedzeniem.  

- co to? – spojrzałam na blondyna pytająco. Stał z założonymi na klatce piersiowej rękoma i cwaniackim, pewnym siebie i dumnym uśmiechem.
- niespodzianka! Kocham cię mała – zaśmiał się i ucałował mnie namiętnie.

Zasiedliśmy na kocu, a chłopak od razu wyjął z niebo butelkę szampana i truskawki. Nigdy nie posądziłabym tego zwariowanego blondyna o taki romantyzm. Uśmiechnęłam się, a on włożył mi jedną z truskawek do buzi.


~*~

Leżeliśmy na kocu, obok siebie, trzymając się za ręce. Wpatrywaliśmy się w gwiazdy. W tej całej nocnej ciszy słychać było jedynie odgłosy świerszczy i nasze spokojne oddechy. Oparł się na łokciu i nachylił nade mną. Odgarniając kosmyk z mojego czoła, uśmiechnął się pięknie. Uwielbiałam to. Od zawsze pragnęłam, by ten niesamowity uśmiech nie znikał z jego twarzy. Musnął mój policzek kciukiem i nachylił twarz nad moją.

- kocham cię słońce. Jesteś dla mnie całym światem. – wyszeptał i złożył na moich ustach gorący, pełen czułości pocałunek. Uśmiechnęłam się, kiedy wziął moją twarz w swoje ogromne ręce. Nagle chwycił mnie za dłonie i jednym ruchem podniósł.

- co ty robisz? – zdziwiłam się
- można panią prosić? – ukłonił się, wyciągając dłoń.
- ale przecież nie ma żadnej.. – nie pozwolił mi dokończyć. Przyciągnął mnie do siebie i objął w pasie. Oplotłam dłonie wokół jego szyi i spojrzałam ze zdziwieniem w jego tajemniczą, lecz wciąż roześmianą twarz. Zaczął się powoli poruszać, przybliżając się do mnie coraz bardziej. Poczułam jego spokojny, gorący oddech przy uchu i od razu na moim ciele pojawiła się gęsia skórka. Nagle zaczął cicho śpiewać, a moje serce rosło z każdym słowem.

“I could stay awake just to hear you breathing..”

Nie potrzebowaliśmy muzyki. Objęci, czując ciepło swoich ciał, tańczyliśmy na środku zielonej łąki, pod rozgwieżdżonym niebem. Ułożyłam głowę na jego torsie, wsłuchując się w jednostajne bicie jego serca. Czując jego niesamowity zapach i to bezpieczeństwo, którym od zawsze mnie otaczał.

- nigdy cię nie opuszczę. – wyszeptał mi do ucha, a ja poczułam jak z moich oczu wypływając pojedyncze łzy wzruszenia. Jego słowa, jego obecność, bliskość. Wszystko to sprawiało, że czułam się niesamowicie szczęśliwa. Najszczęśliwsza na świecie.  Był wszystkim czego potrzebowałam. Nie chciałam  niczego więcej.


~*~

A teraz? Teraz siedzę w tym samym miejscu z naszą małą córeczką, jednak bez niego. Okłamał mnie. Przecież powiedział, że nigdy mnie nie opuści. Obiecał, że zawsze będziemy razem. Dlaczego odszedł? Boże, dlaczego mi go kurwa zabrałeś! Dlaczego?!

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

krótkie, jednak mam nadzieję, że warte przeczytania. ;) 
Kocham!
buziaki!


środa, 5 marca 2014

70 „I, że cię nie opuszczę.”

Ach te pożegnania. Nigdy ich nie lubiłam. Chciałam po raz kolejny bardzo Wam podziękować za to, że byłyście i czytałyście. Nigdy nie będę w stanie wyrazić tego jak wiele to dla mnie znaczy. Każdy kolejny komentarz motywował mnie coraz bardziej. Nie wiem czy stworzę kolejną część, ale myślę, że jest to bardzo możliwe ;) jednak teraz postanowiłam zająć się ewentualnie moimi innymi opowiadaniami. Nad kolejnym „sezonem” muszę trochę popracować, by Ana i Louis wrócili do Was w wielkim stylu ;) Kocham Was moje piękne i  całuję słodko każdą z Was po kolei. ;*


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Czekając na najpiękniejszy dzień życia, dni mijają naprawdę powolnie. Od samego początku roku przygotowania do ślubu ruszyły pełną parą. Ana była bardzo wdzięczna Zoey, że pomaga jej wszystko ogarnąć. Rodzice rudowłosej zgodzili się na jej półroczny pobyt w Londynie, by pomóc Anie i przy okazji nabrać trochę praktyki w stylizacji. Gdyby nie Zo, zapewne ślub by się nie odbył. Tak naprawdę to ona dowodziła wszystkim i wszystkimi. Ana nie miała do tego ani głowy, ani czasu.

Przez ostatnie miesiące dziewczyna miała mnóstwo pracy, jeżdżąc po całym mieście i codziennie załatwiając jakieś interesy chłopaków. Mimo, że Louis wciąż oferował swoją pomoc, ona wolała zająć się wszystkim sama. Mimo, że nie pracowała dla Chłopców jakoś szczególnie długo, przez całą trasę koncertową, nauczyła się najważniejszych i najpotrzebniejszych rzeczy. A Paul wciąż powtarzał, że jest z niej bardzo dumny.

- Lou, daj mi spokój! – krzyknęła, zakładając buty – nie jestem kaleką, poradzę sobie!
- ale ja chcę ci pooomóc.. – przeciągnął, podchodząc do dziewczyny i obejmując ją od tyłu.
- zajmij się lepiej sobą i przygotowaniami do wywiadu. Nie chcę nic mówić, ale za pół godziny powinieneś być w studiu mały – odwróciła się do niego i z uśmiechem musnęła jego ciepłe policzki.
- uwierz mi, że teraz już nie taki mały.. – wyszeptał jej do ucha i włożył dłonie pod jej koszulkę
- Louis’ie Williamie Tomlinson! Ogarnij się do cholery – krzyknęła, śmiejąc się i odpychając chłopaka
- jesteś okrutna. – rzucił, spuszczając głowę i udając smutek.
- obiecuję, że jak spotkamy się wieczorem, wynagrodzę ci wszystko. – uśmiechnęła się zawadiacko i posyłając mu całusa, wyszła z domu.


***

W końcu nadszedł długo wyczekiwany dzień. Od samego rana, po całym domu chłopaków dało się dosłyszeć krzątaninę. Ponieważ Zoey nocowała u Niall’a, od razu po przebudzeniu zaczęła przygotowania do ślubu. Pobudziła wszystkich i ogarnęła ich.

- pośpieszcie się! zostało tylko parę godzin! – krzyczała, poganiając wszystkich.
- Zo, spokojnie. – zaśmiał się Niall i przyciągając dziewczyne do siebie, ucałował ją w czoło.
- chciałabym żeby wszystko wyszło idealnie. W końcu jestem za to odpowiedzialna.. – mówiła, uspokajając się.
- super się spisałaś. Nie martw się – Niall uśmiechał się do dziewczyny, gładząc jej rozgrzany policzek.

- Zooooooooo! – nagle usłyszeli przeraźliwy krzyk Louis’a
- boże, co się stało.. – przestraszyła się i pobiegła na górę – co jest? – spytała, wbiegając do pokoju chłopaka
- nie wiesz gdzie jest mój krawat? – wyszczerzył się brunet
- ja cię zabiję. Dostałam zawału.- uderzyła chłopaka w ramię i ruszyła na poszukiwania.

Parę godzin później cała grupa pakowała wszystkie potrzebne rzeczy do samochodu, by móc w spokoju pojechać do przykościelnego domu dla biorących ślub par i ich bliskich.

Przywitali się z resztą gości. Paul’owi udało się nawet załatwić, by na ceremonii nie było ani jednego dziennikarza. Ana i Lou byli mu za to ogromnie wdzięczni. W końcu ten dzień miał być dla nich i ich przyjaciół, a nie dla mediów i ogólnego rozgłosu.

Godziny i minuty mijały w zastraszającym tempie. Każdy gdzieś latał i coś kontrolował, dopinał na ostatni guzik, lub witał spóźnionych gości.


***

Stała na środku pokoju przed podłużnym lustrem, wpatrując się w swoje odbicie. Nie mogła uwierzyć w to
co ma wydarzyć się za godzinę. Miała wziąć ślub z mężczyzną, którego kochała ponad wszystko. Chciała być z nim, dzielić z nim codzienność, budzić się każdego ranka u jego boku i zasypiać z nim każdej nocy. Chciała widzieć jak z każdym dniem się zmienia, jak siwieją mu włosy, a twarzy wypełniają nowe zmarszczki. Jak bawi się z ich dziećmi, jak zmienia im pieluszki i rozbawia je tak, jak całe życie rozbawiał ją. Chłopak o niebieskich oczach był dla niej wszystkim – całym światem.

- Ana? – z zamyśleń wyrwał ją radosny głos rudowłosej dziewczyny. Popatrzyła na nią pytającym wzrokiem, na co Zoey uśmiechnęła się i poprawiła przyszłej pannie młodej włosy. – wyglądasz przepięknie. Louis padnie przed ołtarzem jak cię zobaczy.

- prędzej ja tam padnę. Strasznie się stresuję. – powiedziała i odwróciła głowę w stronę otwierających się drzwi, w których stanęła wysoka brunetka. W przeciwieństwie do Zoey i Any, ani trochę nie podzielała ich entuzjazmu. Pewnym krokiem weszła do pomieszczenia, zwracając się oschle do rudowłosej.

- zostaw nas na chwilę – Zo przytaknęła i na polecenie Patty, wyszła.


Stanęła za Aną i patrzyła na ich odbicie w lustrze. Były same, a w pokoju panowała cisza przerywana niespokojnymi oddechami obu dziewczyn. Już nie było tak jak kiedyś. Kiedyś? Nie przeszłoby im przez myśl, że będą osobno, że coś albo ktoś zdoła je rozdzielić, nie mówiąc już o jakimkolwiek ślubie. Wszystko się zmieniło. one się zmieniły. Ich więź, niegdyś nieprzerywalna, teraz zupełnie zanikła. Nie miały już ze sobą nic wspólnego poza burzliwą i destrukcyjną przeszłością, która zniszczyła je obie. Ana chciała się od niej uwolnić, jednak szatynka wciąż dawała o sobie znać.

Jej uczucia względem dziewczyny chyba pozostawały bez zmian. Może były nieco słabsze, ale Patty nie mogła pogodzić się z tym, że mężczyzna odbierze jej to co kochała. Już nie byłoby odwrotu. Patty była egoistką. Chciała dla siebie jak najlepiej i nienawidziła gdy coś szło nie po jej myśli. Tak też było ze ślubem.

- zostaw go. Wróć ze mną do domu. – odezwała się cichym, czułym głosem.

Ana spojrzała na szatynkę. Kochała ją, lecz nie była to już ta sama miłość. Ona nie była już jej życiem. Teraz liczył się mężczyzna z rozczochraną, brązową czupryną na głowie i cudownym uśmiechem.

Tak naprawdę to on pomógł jej wyleczyć się z tej toksycznej miłości do Patty. Dopiero przy nim oduczyła się kochać kobietę, bez której parę lat temu nie mogła oddychać, która zniszczyła ich związek swoją zaborczą zazdrością, narkotykami i egoizmem.

Ileż można było znosić to gówno? Ana nie dawała rady. Wypaliła się, a uczucie do dziewczyny wygasło z przyjściem nowego. W końcu, po dłuższym czasie, udało jej się odezwać.

- nie mogę. Nie chcę..
- Ana, zacznijmy od nowa. Proszę.. – mówiła drżącym głosem. Czarnowłosa odwróciła się do niej przodem. Nawet w butach na obcasie była od niej niższa. Przyglądała się dziewczynie i od razu zauważyła znacznie powiększone źrenice. Patty znowu ćpała, a obiecywała, że z tym skończy.

- nie. nie wrócę do ciebie. Nie po tym co mi, co NAM zrobiłaś. – mówiła głosem pełnym żalu – spójrz na siebie dziewczyno! – wskazałą na nią palcem - Dalej bierzesz, chociaż mówiłaś, że skończyłaś z narkotykami. – Patty tępym wzrokiem obserwowała coraz bardziej zdenerwowaną dziewczynę. – właśnie dzisiaj, właśnie teraz oczekujesz ode mnie, że znów ci zaufam? Że uwierzę?
- to wszystko twoja wina! To przez ciebie taka jestem. Ta pieprzona miłość mnie zniszczyła. – Patty przysunęła się bliżej dziewczyny w białej sukni. Serca dziewczyn zdawały się bić jednym rytmem, jak kiedyś.
- nie! to ty spieprzyłaś wszystko co stworzyłyśmy. Kochałam cię Patty, ale teraz jest za późno. Może gdyby nie.. boże! Co ja mówię! To koniec! Nigdy już nie będzie NAS.

Obie płakały, z prawie czarnych, dużych oczu Patt leciały słone łzy, zalewając jej policzki strumieniem czarnej „rzeki” powstałej w wyniku rozmazanego tuszu do rzęs. Ana również zanosiła się od płaczu. Ich klatki piersiowe szybko unosiły się i opadały.

- pocałuj mnie po raz ostatni. – wydukała ledwo wysoka dziewczyna, ocierając kciukami czarne strużki łez z policzka ukochanej. Ana przygryzła dolną wargę, zaciskając mocno powieki. Nie mogła dłużej patrzeć na zrozpaczoną dziewczynę, pękało jej serce. Niepewnie zbliżyła się do szatynki i musnęła jej dolną wargę. Chciała się odsunąć, lecz Patty była cwana i szybka. Złapała twarz Any w swoje dłonie, łapczywie całując jej usta. Oszołomiona zachowaniem szatynki, Ana oddawała pocałunek z pełną pasją. Obydwie się poddały. Tęskniły za sobą, co widoczne było w ich namiętnym pocałunku.

- kocham cię. – powiedziała szeptem Patty. Brunetka spojrzała na nią, a jej oczy po raz kolejny się zaszkliły.
- ja.. – wyszeptała Ana, a z jej oczu popłynęła kolejna fala nowych łez.

- co kurwa?! – gwałtownie odwróciły głowy w stronę drzwi, z których dobiegł zachrypnięty głos.
- H.. Harry.. – wyjąkały przerażone. Ana widząc swojego przyszłego męża, stojącego obok przyjaciela, poczuła jak żołądek kurczy się, a krew z całego ciała nagle odpływa. 
Zielonooki z pogardą spojrzał na dziewczyny. Pokręcił głową i złapał Louis’a pod rękę, tym samym kierując go do wyjścia. 


***



- stary zaczekaj! – brunet z idealnie ułożonymi lokami, szybkim krokiem szedł za wściekłym przyszłym, a może już byłym – panem młodym, który prawie biegł w stronę wyjścia.
Harry szarpnął za ramię przyjaciela, zatrzymując go dzięki temu. Louis patrzył na chłopaka oczami pełnymi łez i wściekłości.
- to koniec, ślubu nie będzie. Możesz poinformować wszystkich o tej jakże radosnej nowinie. – powiedział na jednym wydechu.
- jesteś tego pewny? – lokowaty położył dłoń na ramieniu kumpla. Było mu go strasznie żal, bo doskonale wiedział ile Ana dla niego znaczyła i jak bardzo ją kochał, a ten ślub miał być dowodem jego miłości. Louis nie odpowiedział, tylko kiwnął głową.
- nie chce wiecznie konkurować z jej pierwszą miłością – odezwał się smutnym głosem. Harry spojrzał na niego pytająco, nie mając pojęcia o czym mówi jego przyjaciel. – nawet nie wiesz nic o przeszłości swojej panny?
- nie jestem z nią. – odparł szybko.
- może to i lepiej. – powiedział półgłosem – idę się przewietrzyć.

Niebieskooki szedł długim korytarzem, mając przed oczami obraz sprzed piętnastu minut. Bolało. Cholernie bolała go zdrada narzeczonej. Jak mogła zrobić mu takie świństwo w dniu ślubu. Przecież ten dzień miał być idealny. Miał być ICH dniem. I nigdy, nawet w najgorszych snach, nie wyobrażał sobie takiego beznadziejnego końca.

Skoro mnie nie kocha, to po co było to wszystko? – powiedział z wściekłością i splunął na chodnik. 

Kucnął, opierając dłonie na swoich kolanach, zacisnął powieki, by nie dopuścić do utraty ani jednej łzy. Nie mógł płakać. Nie przez Anę. Zadała mu najmocniejszy cios i to prosto w serce, które jakiś czas temu jej oddał. Wiedział, że to już koniec. Nie potrafiłby z nią być po tym co widział.

Pragnął zniknąć, ból w klatce piersiowej uniemożliwiał mu oddech. Nie wytrzymał i dał upust swoim emocjom.

- KURWA! – krzyknął, a z jego oczu poleciały łzy. Usiadł na chodniku, jak mały chłopiec i płakał. Marzył, by przestał istnieć. Nie wyobrażał sobie życia bez jego ukochanej kobiety.


***

~ Harry ~

Nie chciał jeszcze nikogo powiadamiać o tej przykrej sytuacji, mając nadzieję dowiedzieć się czegoś od źródła. Któraś z nich musiała mu wytłumaczyć o co tak naprawdę chodziło.

Szedł jasnym korytarzem, kiedy nagle zobaczył idącą z przeciwka, wysoką dziewczynę. Jego serce przyśpieszyło na jej widok. Zacisnął pięści, idąc pewnym krokiem.  Dziewczyna przybrała identyczną postawę co Harry. Mijając się, zderzyli się mocno ramionami. Zielonooki nie dał jej uciec i szybko złapał ją za nadgarstek, uniemożliwiając ucieczkę. Patty szeroko otwartymi oczami spojrzała na jego twarz, która była daleka od przyjaznej.

- kocha cię? – wysyczał przez zęby, na co dziewczyna tylko się zaśmiała.
- pierdol się. – jej ton głosu był wyniosły, a wyraz twarzy cwany.
- jesteś suką! Nie masz żadnych skrupułów.
- życie chłopcze. – odparła beznamiętnie i wyrwała się z mocnego uścisku.
- zrobiłaś to specjalnie. – zbliżył się do niej. ich oddechy mieszały się ze sobą coraz bardziej, gdy Harry podchodził bliżej. W końcu uderzyła plecami o ścianę, a Harry stanął tak blisko, że dzieliły ich jedynie milimetry, do zetknięcia się czołami.

- jesteś podłą egoistką – przysunął twarz do jej twarzy, patrząc głęboko w jej szare oczy – może i wyglądasz jak anioł, ale daleko ci do niego.
- zgadzam się z tobą. – była bezczelna.

Nie było ważne, że właśnie zniszczyła komuś życie. Chociaż to Ana ją pocałowała, nie zmieniało to faktu, że Patty osiągnęła swój cel i była z siebie zadowolona.

Oplotła rękami kark Harry’ego, przysuwając usta do jego ucha. Delikatnie przygryzła płatek, owiewając przy tym szyję chłopaka gorącym oddechem, na co on przymrużył powieki, czując jak fala ciepłą przechodzi przez jego ciało. Byłby w stanie się jej oddać gdyby nie resztki trzeźwego umysłu. Chociaż bardzo nie chciał jej odtrącać, zrobił to. Odskoczył do tyłu.

Patrzyła na niego, unosząc lewy kącik ust, w cwanym uśmiechu. Była sprytna i przebiegła. Jak modliszka, która zbiera do kolekcji swoje ofiary łamiąc im serca.
 
Popchnęła Harry’ego na ścianę, kładąc ręce po obu stronach jego ciała i wpiła się w pełne usta chłopaka. Mimo, że przez chwilę opierał się jej i starał trzeźwo myśleć, odleciał kiedy dłonie Patty powędrowały pod białą koszulę, zaczynając dotykać jego umięśnionego brzucha. Oddawał pocałunki z podwójną siłą. Znowu wygrała. Wplotła palce w kasztanowe loki chłopaka, co jakiś czas ciągnąc go za włosy. Przywarła do niego swoim ciałem, obdarowując jego szyję całusami, zostawiając mokre ślady i niewielkie czerwone plamy.

- już mi się nie chce. – przerwała nagle i odsunęła się będą wyraźnie zadowoloną z siebie. – cześć młody.

Zaśmiała się i musnęła czoło Harry’ego, po czym odwróciła się i zniknęła za rogiem, zostawiając oszołomionego i zdezorientowanego chłopaka pod ścianą. Przeklnął głośno, uderzając pięścią w lekko żółtą, chłodną powierzchnie za sobą. Zapiął koszulę, po czym wytarł usta i szyję wierzchem dłoni.

- szmata. – syknął pod nosem, patrząc w pustą przestrzeń.


***

Wybiegła z budynku, przecierając twarz brudną od zaschniętego, rozmazanego makijażu. Kiedy znalazła się przy podjeździe zauważyła, że na krawężniku siedzi Louis, ze spuszczoną głową. Wzięła głęboki oddech i wyprostowała się. Czuła, że powinna z nim porozmawiać. Musi wytłumaczyć mu to co tak naprawdę się wydarzyło.

- Louis.. – wyszeptała, powoli podchodząc. Odwrócił się i spojrzał na dziewczynę swoimi zapuchniętymi od płaczu, niebieskimi ślepiami. Poczuła jak jej serce przełamuję się na pół. Teraz to co zrobiła bolało ją jeszcze bardziej, widząc w jakim stanie znajduję się jej ukochany.

- daj mi spokój. – rzucił cicho i odwrócił głowę.
- Lou. Proszę, wysłuchaj mnie. – szepnęła, kładąc dłoń na jego ramieniu.
- powiedziałem, żebyś dała mi spokój! – krzyknął, zrzucając rękę dziewczyny i wstając. – nie chcę wysłuchiwać twoich bezsensownych tłumaczeń. Tego nie da się wyjaśnić. A ja nie mam siły na życie w kłamstwie. – mówił, patrząc prosto w jej czekoladowe oczy.

- przepraszam, ja..
- nie obchodzi mnie to! To koniec! Nic już nie ma sensu. Kompletnie nic. – krzyknął, zaciskając pięści – nie rozumiem tylko po co to wszystko. Skoro wciąż ją kochasz. Po cholerę ten cały cyrk ? – wskazał na budynek.
- daj mi..
 - nie! nie chcę cię słuchać! – po raz kolejny jej przerwał. Wcześniej totalnie załamany, teraz poczuł jak wzbiera w nim tłumiona złość. – jesteś.. jesteś zdradziecką i kłamliwą suką! Jak mogłaś mi to zrobić! – wymachiwał rękoma, nie panując już nawet nad tym co mówi. Kiedy usłyszała jego ostatnie słowa, jej serce całkowicie pękło. Nigdy w życiu nie sądziła, że on może ją tak nazwać. Ale miał rację. Czuła się dokładnie tak jak on to określił. Jednak mimo wyrzutów, mimo bólu w jej ciele zaczęła wzbierać złość na chłopaka.

- dobrze! Skoro nie chcesz nawet mnie wysłuchać, niech ci będzie! – krzyknęła i z trudem zsunęła z palca pierścionek zaręczynowy – żegnaj! – stwierdziła łamiącym się głosem i rzuciła małym krążkiem pod nogi chłopaka. Podwinęła białą sukienkę i nie patrząc na bruneta wybiegła z placu, przed kościołem.

Biegła ulicami wczesnowiosennego Londynu, w białej sukni, w butach na obcasie , rozmazanym makijażem i rozwianymi włosami. Biegła przed siebie, ledwo widząc, bo łzy wciąż napływały do jej oczu.

- to już koniec. Naprawdę koniec.. nie chcę żyć. Nie bez niego.. – łkała, potykając się o długą suknie. Zdjęła w biegu białe szpilki, wyrzucając je za siebie. 

Dotarła do parku. Wbiegła do niego i od razu skierowała się do małego jeziorka. Wcześniej śnieżnobiała suknia, teraz zrobiła się zielona i brudna od trawy i błota. Podwinęła dół i powoli weszła do okropnie zimnej wody. Z jej oczu płynęły rzewne łzy. Wstrzymała oddech i rozluźniła mięśnie.

- nic już nie ma sensu.. - powtórzyła słowa chłopaka, by po chwili zatopić się w lodowatej wodzie.


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------

no to już koniec. jeszcze raz bardzo Wam dziękuję! no i podziękowania dla Paczuszki, za pomoc w realizacji! kocham Cię mała! <3.
buziaki moje piękne! ;* 


niedziela, 2 marca 2014

Imagin - Liam. vol. 2



Zastanawialiście się kiedyś ile można znieść dla miłości? ile rzeczy, ile błędów można zapomnieć, by tylko zachować przy sobie ukochaną osobę? Jak długo można się oszukiwać, wmawiać sobie, że On się zmieni? Ile razy można darować zdrady, wybuchy i kłótnie?
Od zawsze uważałam, że On jest tym jedynym. Przez to tak łatwo godziłam się na jego odejścia i ponowne powroty. Udawałam, że nie wierzę w jego zdrady. Zawsze odpuszczałam w kłótniach i inicjowałam godzenie się. Ale ile można? Co z tego, że go kocham, skoro on ma to głęboko gdzieś? On wciąż uważa, że zależy mi tylko na kasie. Ale ja mam ją naprawdę gdzieś. Przecież to Jego pokochałam.

W naszym przypadku miłość chyba nie wystarczy.


~*~

Kolejny raz to samo. Wracali do domu i kłócili się. nie obchodziło ich już nawet to, że są na ulicy, gdzie przechadza się mnóstwo zaciekawionych sąsiadów. Oboje weszli do domu, ale od razu się rozdzielili.

On wkroczył do łazienki i opierając się o blat, nachylił się nad umywalką. Spoglądał na swoją zmęczoną i wściekłą twarz. obok jego ręki stało pudełko z jej biżuterią. Otworzył je powoli i wziął do ręki jeden z jej ulubionych naszyjników. Zacisnął go w dłoni i poczuł jak wzbiera w nim złość. W następnej chwili rzucił naszyjnikiem z całej siły o blat, a czarne koraliki rozsypały się po całym pomieszczeniu. Przy umywalce stało mnóstwo kosmetyków, w większości Jej. Spojrzał na nie z nienawiścią i jednym ruchem ręki, zrzucił wszystko na podłogę. Potarł twarz dłońmi i przypomniawszy sobie o szufladzie, w której znajdowały się Jej ubrania, ruszył w jej stronę. Wyjmując ciuchy, każdy po kolei rwał i odrzucał na podłogę. Z każdym kolejnym, coraz bardziej rosła w Nim złość. Wychodząc z łazienki, rzucił pudełeczkiem z biżuterią o lustro.

Ona weszła do sypialni i chwyciła za jego ulubioną koszulkę, leżącą na łóżku. po drodze wzięła jeszcze parę jego najlepszych ciuchów i wyszła do ogródka. Podeszła do basenu i odwróciła się do niego. Z uśmiechem i wyższością wymalowaną na twarzy, wrzuciła wszystko do wody. Wchodząc z powrotem do środka, przeszła obok niego, trącając Go barkiem. Zabrała z ich sypialni jego ulubione gadżety i zrobiła z nimi dokładnie to co z ciuchami. Wrzuciła do kominka wszystkie jego ulubione książki i płyty, spoglądając na chłopaka z nienawiścią.

Kiedy na to patrzył nie mógł wytrzymać. Rozbijał po kolei wszystko co stanęło mu na drodze. Wazony, szklanki, by na końcu zrzucić ciężką hantle na szklany stół. Podniósł stojące na komodzie ich wspólne zdjęcie. Przyjrzał się mu i rzucił nim o ziemię, a szklana ramka rozbiła się w drobiutkie kawałeczki.

W końcu spotkali się znów w jednym pokoju. Stanęli na dwóch jego krańcach i nie mogli się przemóc, by się odezwać, by do siebie podejść.

Po dłuższym czasie, stanęli naprzeciwko siebie, a w oczach obojga tlił się płomień nienawiści.

- proszę! Idź! Nie będę cię zatrzymywał, jesteś całkowicie wolna – zaczął krzyczeć, wymachując rękoma i zrzucając stojące niedaleko lampy  – możesz zabrać te wszystkie rzeczy, skoro są dla ciebie aż tak ważne – wskazał na ciuchy i sprzęt, znajdujące się w pokoju.  Zbliżył się do niej, a ich twarze dzieliły milimetry – spełniłem twoje marzenia i zachcianki, bo byłaś dla mnie całym światem. – wyszeptał. – zasłużyłem żebyś mnie zraniła? Opuściła?
- niby co ja takiego zrobiłam, hm? – krzyknęła, odsuwając Go od siebie – to, że poświęciłam ci się całkowicie? Że ofiarowałam ci tą cholerną miłość? – chwyciła za wazon i rzuciła nim w miejsce naprzeciwko chłopaka - To żenujące, że znów muszę tu stać i patrzeć na ciebie.  Słuchać twojego pieprzenia. Proszę cię bardzo – wyjęła z kieszeni klucze i wręczyła je chłopakowi – nie tego od ciebie potrzebuję. – stwierdziła i chwytając za jedyną, pozostałą hantle wyszła przed dom, gdzie stał jego ulubiony samochód. Spojrzała na Niego i bez mrugnięcia rzuciła w auto wspomnianym przedmiotem. Ponieważ zbita szyba jej nie wystarczyła, przyniosła z garażu puszkę farby i wylała jąna  czarne Lamborghini.

- jesteś nienormalna! –krzyczał, odrzucając klucze i spoglądając z żalem na swój samochód. Ponieważ dziewczyna wróciła do środka, on ruszył za nią i chwycił ją za nadgarstek. – myślisz, że nic nie wiem? Zamiast od ciebie, wszystkiego dowiedziałem się od moich kumpli i wiesz co ci powiem? Jesteś żałosna! Nie udawaj takiej pokrzywdzonej! Jesteś zimna jak głaz! I kompletnie nad sobą nie panujesz! – dodał, widząc jak pięści i zęby dziewczyny się zaciskają. Wyrwała się z jego uścisku i odepchnęła go.

- teraz myślisz, że już wszystko wiesz?! Wszystko rozumiesz?! To ty jesteś totalnie zimny! Chłodny jak lód! Nie mam pojęcia dlaczego uwierzyłeś tym siusiumajtkom, a nie mnie! Przecież to ja jestem twoją dziewczyną. Pamiętasz ile razy wybuchałeś? Zupełnie tak jak teraz! I to mi wmawiasz, że nad sobą nie panuje? Że jestem nienormalna?! Ty śmieszny człowieku! – krzyczała, a z jej oczu płynęły pojedyncze łzy. Chwycił za nową komórkę i wręczył ją dziewczynie – w dupie mam to wszystko! – krzyknęła, wytrącając mu z ręki telefon i wskazując na wszystko co znajdowało się w pokoju. Wyszła do ogródka i wlepiła wzrok w coraz spokojniejszą taflę wody. On zasiadł na kanapie i schował twarz w dłoniach.

Kiedy wróciła do pokoju, on wstał i ponownie stanęli naprzeciwko siebie, w mrugającym świetle porozbijanych i ledwo żyjących lamp. Wpatrywali się sobie w oczy i oddychali ciężko. Wcześniejsza złość powoli odpuszczała. Zbliżył się do dziewczyny i chwycił jej twarz w dłonie.

- gdybym.. gdybym nie miał tego wszystkiego.. – wskazał głową na cały pokój - chciałabyś bym nie odchodził? Chciałabyś zostać ze mną?  – wyszeptał, nie odrywając od niej wzroku
- zatrzymaj swoją kasę, zatrzymaj to wszystko. Mam to w dupie.  Ja chcę jedynie twojej miłości. twojej uwagi. – rzekła cicho i spuściła wzrok.

Podniósł jej twarz palcem i ponownie spojrzał na nią swoimi czekoladowymi tęczówkami. Czuła jak przechodzą ją ciarki, jak złość i nienawiść odchodzą, a na ich miejsce znów powraca miłość. Przyciągnął ją do siebie. Oparła się dłońmi o jego wyrzeźbiony tors i spojrzała na jego piękną twarz.


- Kocham cię słońce, przepraszam. – rzucił cicho i wbił się w jej pełne usta. – teraz będzie już dobrze. Musi. – dodał, odrywając się od jej warg i muskając policzek dziewczyny opuszkiem palca. 


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

co myślicie o takim pomyśle? ;) powiem Wam, że nie mogę pisać za dużo tych +18 bo później mam dziwne sny. xD 
ps. całkiem nawet lubię to zdjęcie. ;) 
Kocham Was! 
buziaki!

sobota, 1 marca 2014

Imagin - Niall. vol. 3

na życzenie Tofi. ;)



+18.

Minęły już dwa tygodnie, a On wciąż się nie odzywa. Nigdy nie sądziłam, że między nami  mogą być jakiekolwiek zgrzyty. Jednak jego zazdrość już powoli mnie wkurzała. Nie mogłam nawet porozmawiać ze zwykłym kolegą. W końcu nie wytrzymaliśmy i się pokłóciliśmy. Pierwszy raz całkowicie na poważnie. Nasi przyjaciele byli przy tym i patrzyli na nas, nie mogąc uwierzyć w to co mówimy. Niestety, tego dnia z ust obojga poleciało mnóstwo niepotrzebnych słów. Niektórych bardzo żałuję, ale większość to sama prawda. Jestem strasznie głupia i uległa, bo nigdy nie potrafiłam długo się na niego gniewać. Tak jest i tym razem. Od tygodnia czekam na jakikolwiek znak z jego strony, ale na marne. Czyżby nasz związek już definitywnie się skończył?


~*~

Szykowałam w kuchni kolację, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Zdziwiłam się, bo w sumie było już późno, a nie spodziewałam się gości. Podeszłam do drzwi i spojrzałam przez judasza.

- Niall? Co on tu robi o tej porze? – spytałam samą siebie i wzruszając ramionami otworzyłam.
- cześć mała. – uśmiechnął się szarmancko
- no hej, co tu robisz o takiej.. – nie dał mi dokończyć, bezceremonialnie wbijając się w moje usta. Nie miałam nawet możliwości zareagować.

Wepchnął mnie do środka i przyparł od razu do ściany, zamykając nogą drzwi. Rozłożył moje ręce nad głową, dociskając je do ściany. Z każdą sekundą jego usta były agresywniejsze, jego język zachłannie szukał mojego, a kiedy go odnalazł już nie odpuścił. Czułam bolesny ucisk na nadgarstkach. Jego usta schodziły na szyję, gdzie podgryzał zachłannie skórę, robiąc ślady. Jego język podążał coraz niżej, dochodząc do mojego dekoltu. Podniósł głowę i spojrzał w moje oczy. Nigdy nie widziałam takiego blasku w jego ślepiach, nigdy nie zachowywał się tak agresywnie. Przygryzł dolną wargę i poczułam jak puszcza moje nadgarstki. W następnej sekundzie zrywał już ze mnie koszulkę, odrzucając ją niedbale, by później zrobić to samo ze stanikiem. Chwycił moje ręce tak jak wcześniej i przypierając je jeszcze mocniej do ściany, zaczął całować moje piersi. Lizał i ssał sutki, z początku bardzo powoli i delikatnie. Kiedy jednak zauważył, że na mojej skórze pojawia się gęsia skórka, uśmiechnął się i przygryzł lekko jeden z nich. Z moich ust wydobył się stłumiony jęk. Poczułam jak ustami schodzi na brzuch, a jego gorące dłonie błądzą po moich piersiach. Kiedy przygryzał po raz kolejny kawałki mojej skóry, nie wytrzymałam. Popchnęłam go na ścianę naprzeciwko i szybkim ruchem ściągnęłam z niego koszulkę. Odsunęłam się i spojrzałam na jego wyrzeźbiony tors, przygryzając wargę. Zaraz potem wbiłam się w gorące usta chłopaka, jednocześnie dotykając każdego skrawka jego ciała. Kiedy dotarłam dłońmi na plecy, wbiłam w nie paznokcie i przejechałam po nich, robiąc czerwone ślady. Ta czynność wprawiła blondyna w jeszcze większe podniecenie. popchnął mnie ponownie na ścianę i nie przestając całować, odpiął i zdjął najpierw swoje, potem moje spodnie. Uniósł mnie szybkim ruchem, a ja oplotłam nogi wokół jego bioder. Spojrzał mi w oczy i ze swoim szarmanckim uśmiechem wszedł we mnie. Jęknęłam, czując w sobie jego gorącego, genialnego członka i oparłam głowę o ścianę, by wczuć się w jego ruchy. Poruszał biodrami w bardzo szybkim tempie, a ja z każdą kolejną sekundą odpływałam coraz bardziej. Poczułam jak jego dłonie zaciskają się na moich biodrach. Odsunął się, nie puszczając mnie, ani nie wychodząc. Wszedł do kuchni i jednym ruchem ręki, zrzucił ze stołu wszystko co się na nim znajdowało. Ułożył mnie na plecach i kładąc moje ręce nad głową, docisnął je, a ja znów poczułam ból spowodowany jego niesamowitą siłą. Jednak w tamtym momencie nie miało to dla mnie znaczenia. Znów poruszał biodrami w naprawdę szybkim tempie, by jednocześnie całować moje piersi. Jego ruchy były płynne, a każde wejście było coraz głębsze. Czułam się jak w raju, a z każdym pchnięciem doznawałam niesamowitej ekstazy. Nigdy nie posądziłabym tego niepozornego blondyna o taką agresję, o taką stanowczość. Nie wiem ile to trwało, ale miałam wrażenie, że całą wieczność.

Ponownie chwycił mnie za biodra i podniósł ze stołu. Spojrzał mi w oczy, uśmiechając się. przygryzłam dolną wargę i pociągnęłam chłopaka do salonu. Stanęliśmy na środku pokoju i wbiłam się w jego usta, dotykając jednocześnie po kolei, każdego kawałka jego ciała. Kiedy dotarłam do jego męskości i ścisnęłam ją, usłyszałam cichy jęk. Uśmiechnęłam się pod nosem, a w następnej chwili leżeliśmy już na podłodze. Usiadłam na nim i oparłam dłonie po obu stronach jego twarzy. Nachyliłam się i podgryzłam jego dolną wargę. Zaczęłam bardzo powoli poruszać biodrami, w górę i w dół. Wpatrywałam się w jego tęczówki. Teraz zamiast błękitu widziałam czerń. Poczułam oplatające mnie dłonie i w następnej chwili moja klatka piersiowa leżała na jego torsie, czując jego rozpalone ciało i pot. Zbliżył usta do mojego ucha, a moje ciało wypełniły ciarki, spowodowane jego szybkim oddechem.

- przyśpiesz.. – wyszeptał, po czym się uśmiechnął.

Posłusznie wykonałam jego prośbę, by parę minut później poczuć jak moje wnętrze wypełnia ciepło, jak moje ciało drętwieje, a ja kompletnie odpływam. Kiedy w końcu doszłam do siebie, spojrzałam na twarz chłopaka. Leżał z zamkniętymi oczami i swoim cudownym uśmiechem, nie puszczając mnie ani na moment. Pocałowałam blondyna w nos i wstając z niego, ułożyłam się obok.

Leżeliśmy na plecach, na środku mojego salonu, ze splecionymi palcami. Nasze oddechy powoli się uspokajały. Spojrzeliśmy na siebie w tym samym momencie.

- dlaczego..
- uwielbiam się tak godzić, - wyszczerzył się, nie dając mi dokończyć.
- jesteś nienormalny. – odwzajemniłam gest.
- wiem, ale za to mnie kochasz mała. – dotknął opuszkiem palca moich warg a z jego twarzy nie znikał uśmiech.
- najbardziej na świecie Horan. – wyszeptałam i ucałowałam jego opuszek. 


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

mam nadzieję, że Cię nie zawiodłam Tofi ;) i trzymam kciuki żeby się spodobało.  niedługo będę pisała same "+18" i tylko z Panem Horanem. xD
Kocham Was!
buziaki!