sobota, 22 lutego 2014

Imagin - Niall. vol. 2

Na specjalne życzenie Ann Horan. ;)
posłuchajcie proszę tej piosenki, podczas czytania.


+18.

Siedzieliśmy wpatrzeni w siebie. Nie zwracaliśmy uwagi na ludzi będących w tym samym pokoju. Z każdą sekundą wpatrywania się w jego mieniące się lazurem oczy, czułam, że moje serce rośnie. Zakochiwałam się w nim jeszcze mocniej. Choć nigdy nie sądziłam, że to możliwe. Był dla mnie naprawdę wszystkim. Tylko dlaczego, dlaczego do cholery on tego nie wie? Dlaczego się nie domyśla? Jestem tak strasznie głupia. Nigdy nie powinnam była się w nim zakochać. Cierpię za każdym razem kiedy przychodzi do domu ze swoją dziewczyną. Cierpię kiedy widzę, jak ją całuje. Jak delikatnie dotyka. Jak na nią patrzy. A co ze mną? Wiem, że zachowuję się jak egoistyczna idiotka. Ale przecież każdy z nas pragnie szczęścia. A moim szczęściem jest tylko i wyłącznie On. Ja wiem, że nie powinnam żywić do niego takiej miłości. Ale to nie moja wina. Przecież to On rozkochał mnie w sobie do granic możliwości. Jego gesty, jego słowa, jego śmiech. Jest najcudowniejszym mężczyzną na całym świecie. Ale jest też moim bratem. Przyrodnim, ale bratem. Nie mogę wytrzymać jego przeszywającego wzroku.

Czując jak łzy powoli napływają do moich oczu, wstałam z kanapy i ruszyłam do swojego pokoju. Dlaczego on mi to robi? Dlaczego zachowuje się jakby wiedział co mam w głowie, w sercu? Dlaczego nic z tym nie zrobi?!

Wchodząc po schodach ocierałam pierwsze łzy spływające po policzkach. nie mogłam nikomu pokazać jak ogromne uczucia wzbudza we mnie mój własny brat. Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie za rękę.

- [T.I], co się dzieje? – usłyszałam jego cudowny głos, ale nie odwróciłam się. nie chciałam, by widział, że płaczę. Nie chce się tłumaczyć.
- nic. Źle się poczułam, muszę iść do siebie. – wyszeptałam i wyrwałam rękę z jego uścisku.
- zostać z tobą? – spytał z zatroskaniem. Moje serce krzyczało „zostań na zawsze”, tak bardzo tego pragnęłam. ale nie mogłam. tyle lat się powstrzymuję, nie mogę tego zepsuć jedną marną chwilą słabości.
- nie trzeba, dam sobie radę. – posłałam mu sztuczny uśmiech i weszłam na górę. Usiadłam na ogromnym parapecie i wyjrzałam przez okno. Wszędzie zieleń wczesnej wiosny, śpiewające ptaki, mnóstwo zakochanych par. kolejne słone strumienie spływały po moich policzkach, kiedy usłyszałam uchylające się drzwi.

- [T.I].. – poczułam jego gorący oddech na karku. – powiedz mi co się stało.
- nic, wracaj do swojej dziewczyny braciszku. – wyrzekłam cicho.
- nigdzie nie pójdę dopóki nie powiesz co się dzieje. – rzucił poważnym tonem i zasiadł na krawędzi łóżka. Czułam jak się we mnie wpatruję. Zwróciłam twarz w jego stronę. Uśmiechał się. Z resztą jak zawsze. Jego oczy błyszczały.
- czemu jesteś taki uparty? – spytałam w końcu.
- taka już moja natura. – wzruszył ramionami i wyszczerzył się. – powiedz co się stało.

Wróciłam wzrokiem na widok za oknem. I co ja mam powiedzieć? Nie jestem w stanie wymyśleć żadnego kłamstwa. Nie potrafię go okłamywać. No może poza jednym faktem. Ale przez tyle lat doszłam do wprawy. A może mu powiedzieć? Co mi szkodzi? Najwyżej uzna mnie za totalną dziwaczkę? Trudno. I tak wszyscy już tak o mnie myślą. A co jeśli przestraszy się mnie a tyle, że już nigdy więcej go nie zobaczę? Nie mogę na to pozwolić. Wolę cierpieć ukrywając swoje uczucie, niż stracić go na zawsze. Nagle poczułam jego zapach. Był bardzo blisko. Nachylał się nade mną, a nasze twarze były obok siebie. odwróciłam delikatnie głowę i spotkałam się z jego wzrokiem.

- Niall, ja.. – wyszeptałam. Ale nie mogłam powiedzieć nic więcej. Nie potrafiłam. Rozpłakałam się. otarł kciukiem moje łzy i chwycił twarz w swoje dłonie.
- tak? – spytał bardzo cicho, tak, że tylko ja mogłam go usłyszeć.
- ja.. cię. – spuściłam wzrok. Uniósł moją twarz i uśmiechnął się szeroko.
- ja też.. – wyszeptał i zbliżył swoją twarz. Teraz praktycznie odległość między naszymi ustami zanikła. Ale chwila, co on mówi? Skąd wie co chce powiedzieć? Nie to niemożliwe. Na pewno źle mnie zrozumiał.

Ułożył swe gorące wargi na moich i składał na nich delikatne pocałunki. Nie miałam pojęcia co się dzieje. Ale uległam. Uległam mu jak zawsze. Całował mnie powoli i bardzo czule, nie puszczając mojej twarzy.

- Niall.. – wyszeptałam wprost do jego ust. On się jedynie uśmiechnął i jednym ruchem chwycił mnie na ręce. Chwilę potem układał mnie na łóżku.  – co ty robisz? – odważyłam się w końcu spytać.
- cii.. – złożył palec na moich wargach – nie musisz nic więcej mówić. Wiem o co chodzi. – wyszeptał i nachylił się nade mną. Całował moje policzki, kawałek po kawałku. Moje czoło, nos, usta. Linię szczęki i szyję. Wszystko to robił bardzo powoli. Nigdy dotąd nie doświadczyłam takiej czułości. Wplótł ręce w moje włosy i nie odrywał ode mnie swoich gorących ust. Czułam się jak zaczarowana. Zaczarowana jego ciepłem, jego bliskością. Ale nie mogłam pozwolić, by sprawy posunęły się za daleko.

- przestań.. przecież masz dziewczynę.. jesteśmy rodzeństwem.. – rzekłam cicho, odsuwając go od siebie.
- nigdy nim nie byliśmy.. całe szczęście. Nie potrafiłbym żyć z myślą, że najcudowniejsza dziewczyna na świecie jest.. – zaczął, wpatrując się w moje oczy. – [T.I], wiem, że to głupie.. że to chore.. ale kocham cię. Kocham najmocniej. I nie, nie tak jak kocha się siostrę. – poczułam jak moje serce rośnie, jak w środku robi mi się coraz goręcej.  Czy ja dobrze słyszę? On odwzajemnia moje uczucia?
- ja.. ja..- nie pozwolił mi dokończyć, wbijając się w moje usta. Jego język starał się dostać do środka, szukając z wytęsknieniem mojego. Kiedy w końcu się połączyły, ja poczułam ciarki przeszywające całe moje ciało. Tak długo czekałam na ten moment.

Nagle poczułam jak jego dłonie zaczynają błądzić po moim ciele. Na mojej skórze pojawiła się gęsia skórka kiedy wsunął delikatnie rękę pod moją koszulkę. Jego ciepło, było tak niesamowite, że zamknęłam oczy i poddałam się mu całkowicie. Widząc moją reakcję odsunął twarz.

- nie chcesz..? – wyszeptał z troską.
- kocham cię. – odrzekłam równie cicho. Wiedział co to znaczy. Powrócił do całowania moich ust, by jednocześnie podążać dłonią coraz wyżej. Kiedy dotarł do mojej piersi, ścisnął ją delikatnie. Z moich ust wydobył się cichy jęk, na co on się jedynie uśmiechnął. Zaczął całować moją szyję schodząc niżej. Bez żadnego pośpiechu. Jak gdyby delektował się każdym kawałkiem mojej skóry. Poczułam ciepło jego ust zbliżające się do dekoltu. Spojrzał na mnie, a ja jedynie mrugnęłam znacząco. W następnej chwili ściągał już moją koszulkę. Przystaną na moment i spoglądając na moje ciało, przygryzł delikatnie wargę.

- jesteś cudowna.. – wyszeptał mi do ucha, po czym przygryzł delikatnie jego płatek. 

Pocałunkami schodził do moich piersi, by sekundę później, jednym ruchem ręki rozpiąć i odrzucić mój stanik. Zadrżałam, czując chłód. Jednak w następnej chwili ciepło jego ust i dłoni, wprawiły mnie w niesamowitą przyjemność. Masował i całował piersi z taką czułością, o jaką nigdy bym go nie posądziła. Jego pieszczoty, jego dotyk wprawiały mnie w totalną ekstazę. Pocałunkami zszedł na mój brzuch, gdzie pozostał przez długi czas.
Nie potrafiłam dłużej wytrzymać. Odsunęłam go delikatnie i ściągnęłam jego koszulkę. Wbiłam się w jego usta, a chwilę potem znalazł się pode mną. Całowałam, lizałam i pieściłam każdy jego skrawek po kolei. Docierając do jego torsu, pełna zachwytu złożyłam na nim dłoń, która powoli błądziła po całym jego ciele. Chwilę potem dotarłam do jego podbrzusza. Uniosłam głowę i spojrzałam prosto w jego niebieskie, błyszczące oczy. Chwycił mnie za ręce i podniósł, tak, że nasze twarze znowu znajdowały się blisko siebie. spojrzał na mnie pytająco, a ja jedynie się uśmiechnęłam. Przewrócił mnie jednym ruchem pod siebie i wstał z łóżka. Zdjął spodnie, później bokserki, a mnie zaparło dech w piersiach. Był taki niesamowity, taki piękny. Cały.
Ściągnął moje spodenki wraz bielizną i nachylił się nade mną. Musnął ustami mój nos i uśmiechnął się szeroko.

- [T.I]..
- tak, chcę tego. – przerwałam mu, nie odrywając wzroku od jego twarzy. Odchylił się i wyjąwszy wcześniej z kieszeni mały, plastikowy woreczek, otworzył go zębami. Przyglądałam mu się nieprzerwanie. Wszystkie jego ruchy niesamowicie mnie pociągały. Nawet przy tak banalnej czynności.

Chwilę potem poczułam jego oddech nad sobą. spojrzał ponownie w moje oczy, jednocześnie wchodząc we mnie powoli. Poczuła przeszywający ból i nieprzyjemne uczucie.

- co się dzieje? – spytał cicho, widząc jak mrużę oczy i zaciskam wargi.
- ja.. ja jeszcze nigdy nie.. – poczułam jak moją twarz oblewają rumieńce.
- spokojnie. – pogładził mój policzek dłonią – obiecuję, że będę delikatny. Uśmiechnęłam się i postanowiłam mu zaufać. Przecież to mój Niall. Nigdy by mnie nie okłamał.

Poruszał się bardzo powoli i ostrożnie. Z każdym ruchem czułam nieustający ból, jednak postanowiłam nie zwracać na niego uwagi. Oplotłam ręce wokół jego szyi i wbiłam się w jego gorące usta.

Po paru minutach kompletnie zapomniałam o nieprzyjemnym uczuciu. Może to dlatego, że ono zniknęło? Tak szybko? I to dzięki niemu. Zaczęłam powoli poruszać biodrami, chcąc poczuć Go jeszcze głębiej. Gorąco wypełniało moje wnętrze, a cichy jęk wydobywał się z moich rozchylonych warg. Czując, że jest mi coraz lepiej, przyśpieszył, wtulając jednocześnie nos między moją szyję i linię szczęki. Jego ruchy były jednostajne, z czasem jeszcze szybsze. Po parunastu minutach kompletnie odleciałam, czując jego cudownego członka w sobie i jego gorące usta, błądzące po mojej szyi. Nie wiedziałam ile czasu się kochamy, nie obchodziło mnie to. Najważniejsze było to, że mam swojego ukochanego tak blisko. Że nie muszę już ukrywać tego co czuję. Ale najlepsze było to, że On czuje dokładnie to co ja.

W pewnym momencie poczułam jak ciepło wypełnia moje wnętrze, jak z mojego mózgu uciekając wszelkie myśli, poczułam narastające mrowienie. W następnej chwili opadł na mnie, całkowicie spocony, jednak uśmiechnięty.

- w porządku? – spojrzał na mnie z zatroskaniem. Ja się jedynie uśmiechnęłam i odgarnęłam kosmyki włosów, opadające na jego spocone czoło.  – to było niesamowite. – dodał, kładąc głowę na moich piersiach i oddychając ciężko.

~*~

Leżeliśmy na plecach. Nakryci kołdrą i trzymający się za ręce, wpatrywaliśmy się w sufit. Nasze oddechy powoli się uspokajały. Wciąż milczeliśmy. Poczułam jak się podnosi, a chwilę potem całuje mój policzek.

- nie powinniśmy.. – zaczęłam, jednak przerwał mi, kładąc palec na moich ustach.
- kocham cię. – wyszeptał, wpatrując się we mnie swoimi nieziemskimi tęczówkami.
- kocham cię. – uśmiechnęłam się.

- obiecuję, że nic nas nie rozdzieli. Nic. – spojrzał na mnie znacząco i unosząc moją dłoń, ucałował jej wewnętrzną stronę. – jesteś dla mnie wszystkim. 

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

mam nadzieję, że nie zawiodłam! proszę o szczere opinie. ;) 
Kocham Was!
buziaki!

piątek, 21 lutego 2014

Imagin - Harry.


„Jest taki moment, kiedy ból jest tak duży, że nie możesz oddychać. To jest taki sprytny mechanizm. Myślę, że przećwiczony wielokrotnie przez naturę. Dusisz się, instynktownie ratujesz się i zapominasz na chwilę o bólu. Boisz się nawrotu bezdechu i dzięki temu możesz przeżyć.”

Straciłam wszystko. Najpierw rodziców, którzy zginęli w wypadku. Później przyjaciół, którzy się ode mnie odwrócili. Byłam silna. Albo przynajmniej starałam się zachować takie pozory. Jednak kiedy opuściła mnie ostatnia osoba, na której zależało mi najbardziej, mój świat się załamał. Nie wytrzymałam. Nigdy nie ciągnęło mnie do narkotyków, więc wybrałam podświadomie inną drogę destrukcji.  Zaczęłam brać antydepresanty, które zawsze pomagały. Jednak na krótką metę. Nadchodziły poranki, których nienawidziłam i wszystko zaczynało się od nowa. Musiałam się obudzić, musiałam iść do pracy. Widzieć ludzi, którzy tak bardzo mnie wkurzali. Wysłuchiwać ich narzekań, ich dąsania i pozornego cierpienia. Bo czymże jest cierpienie fizyczne w porównaniu do psychicznego? Nie uważam siebie za najważniejszą osobę na świecie. Nie uważam również, że inni ludzie maja mniejsze problemy ode mnie. Sądzę nawet, że za czasów świetności ja również narzekałabym na bolące plecy, czy kontuzję nogi. W gwoli ścisłości – pracuję w szkole tańca. Kiedyś kochałam tańczyć, kochałam poddawać się temu uczuciu, które towarzyszyło mi przy każdym ruchu, przy każdej usłyszanej nucie. Kiedy jednak straciłam wszystkich, których kochałam moje życie i dalsza kariera straciły sens. Nie obchodziły mnie występy, ani nauczanie, które mi zaproponowało. Nie mogłam jednak pozwolić sobie na stratę pracy. Starałam się zachować pozory, jednak moja dusza i moje serce cierpiały z każdym porankiem coraz bardziej. Kiedy nagle, całkowicie niespodziewanie i całkowicie przypadkowo w moim życiu pojawił się On. A wszystko co czułam do tamtej chwili, zmieniło się diametralnie.

~*~

Ten dzień był chyba jednym z tych najgorszych. Siedziałam zamknięta w wielkim domu, który pozostał mi po rodzicach. Skulona,  kiwałam się do przodu i do tyłu, a w tle leciała muzyka. Oczywiście ta najbardziej dołująca. W takich momentach jak ten nie ma się zazwyczaj ochoty na nic pozytywnego. Chwyciłam za pudełko z lekami i po wzięciu garści tabletek wpatrywałam się w wyłączony ekran telewizora. Była noc, a pogoda była cholernie brzydka. Z resztą niezmienna od paru dni.

Chyba po tylu latach brania antydepresantów kompletnie się na nie uodporniłam. Postanowiłam więc skorzystać ze starego dobrego sposobu i wyjść na spacer. Kiedy naprawdę nic mi nie pomagało, z ratunkiem przychodził spacer. Narzuciłam na siebie bluzę i włożyłam ulubione trampki. Założyłam na uszy słuchawki i wyszłam wolnym krokiem z domu. 

Podążałam zaspanymi uliczkami Londynu, a z nocnego nieba leciał na mnie rzęsisty i zimny deszcz. Ciarki przeszywały całe moje ciało. Ale lubiłam to. W takich momentach deszcz był niczym wyzwolenie. Kochałam jego zapach i zaciągałam się nim do granic możliwości.

Wolnym krokiem dotarłam do Millennium Bridge. Podeszłam do barierki i nachyliłam się, obserwując niespokojną taflę wody. Wszystko było takie piękne, kuszące. Wzięłam głęboki wdech świeżego powietrza. Położyłam dłonie na barierce, a w następnym momencie zwinnym ruchem zasiadłam na niej, obserwując niespokojną Tamizę. Trzymałam się mocno, jednak w pewnym momencie poczułam ogromną ochotę, by się puścić. Poczuć wolność. Wolność od wszelkich problemów i dręczących myśli. Poczuć się jak ptak, który robi i lata gdzie tylko zapragnie.  Po raz kolejny wzięłam głęboki wdech deszczowego powietrza i rozluźniłam dłonie, które wcześniej kurczowo trzymały barierkę.

- co ty robisz? – usłyszałam za sobą zachrypnięty,  męski głos. Nie odwróciłam się. pomyślałam, że jeśli się nie odezwę, nieznajomy da mi spokój.
- pomóc ci? – nie dawał za wygraną.
- nie, dziękuję. – odrzekła powoli, odwracając głowę. Był coraz bliżej mnie, stojąc z wyciągniętą dłonią.
- daj mi rękę. – uśmiechnął się delikatnie i starał się podejść bliżej.
- nie. Zostaw mnie. – odrzekłam i odwróciłam głowę w stronę rzeki. Stanęłam na najniższej barierce i wciąż jej trzymając, odchyliłam się.
- nie skacz. – rzucił szybko, jednak cicho.
- skąd wiesz co chce zrobić? – zaśmiałam się, ale czułam jak łzy napływają mi do oczu.
- to nie było trudne do odgadnięcia. Inni ludzie nie podziwiają w ten sposób Tamizy. – rzekł z uśmiechem. – daj mi rękę.

Nie wiedziałam co robić. Bardzo chciałam skoczyć. Zobaczyć jak to jest, gdy się leci. Jak to jest, nie mając już żadnych złych myśli. Nie miałam nic do stracenia.  Jednak kiedy odwróciłam się ponownie w jego stronę, ujrzałam uśmiech pełen spokoju i szczerości. To właśnie on przekonał mnie do zmiany decyzji. Odetchnęłam i podałam mu dłoń. Pociągnął mnie jednym, szybkim ruchem. Czułam pod stopami twarde płyty chodnika, ale nieznajomy wciąż mnie trzymał.

- już możesz mnie puścić. – wyszeptałam, spoglądając znacząco na nasze ręce. Jego twarz oblał rumieniec i na chwilę zwrócił wzrok gdzieś w przestrzeń.  – żegnaj. – uśmiechnęłam się i już miałam odejść, kiedy usłyszałam za plecami krzyk.
- poczekaj!
- na co? – zdziwiłam się, widząc jak chłopak podbiega.
- nie mogę zostawić cię samej.
- dlaczego? – uniosłam brew
- bo zrobisz jeszcze jakieś głupstwo, a wtedy nie będę mógł ci pomóc. – rzucił poważnym tonem.
- nie zrobię. Nie wiem co mnie do tego skłoniło. Ale dziękuję za troskę. – odrzekłam i pomachałam.
- mimo wszystko, wolę mieć pewność. – usłyszałam, a chwilę potem szedł już obok mnie.
- jestem..
- nie. Bez imion. – przerwałam mu szybko
- dlaczego? – zdziwił się
- i tak się już więcej nie zobaczymy. A nie znając swoich imion, łatwiej nam będzie się rozstać. – uśmiechnęłam się delikatnie.  Wzruszył ramionami ze zdziwieniem, ale posłuchał mnie. 

Szliśmy w ciszy, w kierunku mojego domu. Mimo, że nie rozmawialiśmy i nie znałam tego chłopaka, czułam się w jego towarzystwie bardzo swobodnie, bezpiecznie. Może dlatego, że uratował mnie przed ogromnym życiowym błędem? Sama nie wiem, ale jestem pewna, że będę mu za to wdzięczna.
Docierając pod mój dom, zwróciłam się w stronę nieznajomego.

- dziękuję. nie wiem czemu to zrobiłeś, ale dziękuję. – uśmiechnęłam się.
- tutaj mieszkasz? – spojrzał na budynek.
- tak.
- na pewno? – spojrzał na mnie z podejrzeniem.
- nie mam powodu, by cię okłamywać. – zaśmiałam się cicho. – dziękuję. – ucałowałam jego gorący policzek i odwracając się na pięcie, ruszyłam w stronę drzwi.


Nie chciałam, by nasze pożegnanie trwało dłużej. Nie było powodu. Wchodząc do pustego i ciemnego domu, zrzuciłam buty i od razu podążyłam do łazienki. Przebrałam się i wślizgnęłam do zimnego łóżka. Czeka mnie kolejny, nowy dzień. Kolejny znienawidzony przeze mnie poranek.


-----------------------------------------------------------------------------------------------------

jak szaleć to po całości xD jak Wam się podobało? miałam nawet przez chwilę myśl, czy w dalekiej przyszłości nie zrobić z tego jakiegoś opowiadania. :D 
Kocham Was!
buziaki! 

65 „Trochę świątecznie.”

Życie bywa całkowicie zaskakujące. Wiemy, 
że los szykuje dla nas mnóstwo niespodzianek. Mimo wszystko nigdy nie jesteśmy na to przygotowani. Dlaczego? Może po prostu się nie da? Nigdy nie wiemy bowiem, w którym momencie naszego życia pojawią się osoby, dla których będziemy w stanie zrobić wszystko. Poświęcić się im całkowicie i zatracić w życiu z nimi. Bywa tak, że w naszym życiu pojawia się również jedna mała istotka, która swoim istnieniem potrafi zmienić diametralnie zachowanie największego twardziela, największego dowcipnisia. Która może obrócić nasz świat do góry nogami i dać mnóstwo szczęścia.


Do świąt został tydzień i właśnie tego dnia przyjaciele postanowili urządzić wspólną imprezę. Już od rana telefon Any nie milknął. Wciąż dzwonił do niej któryś z chłopaków i pytał co jeszcze mają przynieść. Umówili się, że ponieważ na znalezienie prezentów traci się mnóstwo czasu, oni wręczać sobie takowych nie będą.

- Niall! Zostaw! To na wieczór! – krzyczała Ana, widząc jak blondyn po raz kolejny podjada ciasto, nad którym spędziła połowę ranka. – to był bardzo zły pomysł żebyście mi pomagali, wszystko zrobiłabym sama i byłby spokój – zaśmiała się, wyrywając chłopakowi widelec, który kierował z powrotem do słodkości.

- nie bądź taka samowystarczalna. Nie ogarnęłabyś tego wszystkiego – odrzekł Zayn, udając poważny ton i chowając przygotowane już jedzenie.

W mieszkaniu dziewczyny panował okropny hałas, chłopaki latali od kuchni do pokoju wciąż się wygłupiając.

- ogarnijcie się! Lou! Bierz te talerze! Harry! Bierz sztućce. – rozkazała i wręczając chłopakom wspomniane przedmioty, wskazała na stół w salonie.

Parę godzin później zasiadali już spokojnie przy jedzeniu. Ana chwyciła za kieliszek z winem i uniosła go, spoglądając na przyjaciół.

- moi kochani..
- o matko, znowu jakiś toast. – przerwał jej ze śmiechem Louis, czego chwilę potem pożałował.
- chciałabym coś powiedzieć. – wyszczerzyła się brunetka, widząc masującego miejsce uderzenia Louis’a. – bardzo wam dziękuję. nie tylko za pomoc dzisiaj. Ale również za ostatnie miesiące. Nie wiem jak mogłam bez was żyć – cała piątka wyszczerzyła się z zadowoleniem – jesteście kochani i życzę wam jak najlepiej. Wesołych świąt moje małe One Direction!
- wesołych! – cała piątka zawtórowała
- małe?! – odchrząknął nagle Lou
- stary, nie zaczynaj znowu. Zaraz zacznę myśleć, że masz jakiś kompleks. – zaśmiał się Zayn. Wszyscy wybuchli śmiechem i tak rozpoczęła się rozmowa. Nie uczestniczył w niej Niall, który odkąd zasiadł przy stole nie mógł oderwać się od jedzenia.

- chciałem wam coś powiedzieć. – zaczął nagle Liam, spoglądając ukradkiem to na Anę, to na Harry’ego. Oboje uśmiechnęli się do przyjaciela zachęcająco.
- no co tam? – Zayn spojrzał na niego pytająco, co zrobił również Niall i Louis
- ja.. chciałem wam powiedzieć.. – przeciągał, wciąż nie mogąc zdobyć się na odwagę.
- mów stary – Hazza poklepał przyajciela po plecach
- dobra.. jestem gejem. – rzucił szybko i od razu spuścił głowę.

Niall, Louis i Zayn spojrzeli po sobie jakby wciąż nie dowierzając. Przez chwilę panowała cisza, przerywana jedynie kasłaniem. W końcu cała trójka podniosła się z miejsc i podeszła do bruneta. Każdy po kolei przytulił zszokowanego przyjaciela i wrócili z uśmiechami na swoje miejsca.

- a masz kogoś? – zapytał Zayn z naprawdę miłym uśmiechem
- no.. owszem
- kogo? Kogo? – Lou o mało co się nie zachłysnął. Ana przewróciła ze śmiechem oczami, widząc jak chłopak zachowuję się niczym nastolatka.
- John’a.
- naszego? – zdziwił się Niall. Brunet pokiwał jedynie głową. – fajnie! – chłopak klasnął w dłonie i ponownie zajął się jedzeniem
- ej, a podoba ci się któryś z nas? – rzucił nagle Louis, a oczy wszystkich skierowały się w jego stronę – no co? – wzruszył ramionami i chwytając za widelec i wyszczerzając się spojrzał na Liam’a
- wszyscy jesteście boscy. – zaśmiał się Payne, a reszta mu zawtórowała. Poczuł jak kamień spada mu z serca, widząc reakcję swoich przyjaciół. Nie bał się tak niczego innego. Nawet reakcji mediów i reszty świata. Najbardziej zależało mu na opinii i podejściu tej czwórki, którą kochał jak własnych braci.


***

W dzień wigilii Ana wraz z Louis’em ruszyli do jego rodzinnego domu. Przez całą drogę dziewczyna nie mogła przestać się stresować. Bała się, że jego matka i siostry jej nie zaakceptują. Żadne słowa chłopaka nie uspokajały jej nawet na moment.

Jednak jak się potem okazało jej strach był kompletnie bezpodstawny. Cała rodzina Lou okazała się bardzo sympatyczna, opiekuńcza i zaciekawiona osobą Any. Dlatego więc święta przyszłych państwa Tomlinson minęły w bardzo miłej i rodzinnej atmosferze, co Ana doceniała chyba najbardziej ze wszystkich. Przecież jeszcze nigdy nie miała okazji przeżyć tak cudownych świąt. Nigdy nie miała rodziny, a to co Louis podarował jej w tym roku było najlepszym prezentem jaki tylko mogła dostać.

Leżeli w jego pokoju chłopaka, objedzeni świąteczną kolacją i trzymając się za ręce, wpatrywali się w sufit.

- Lou.. – zaczęła cicho Ana, odwracając się do chłopaka i podpierając się na łokciu.
- hm?
- przepraszam, że nie miałam dla ciebie żadnego prezentu.. – spuściła głowę.
- ty jesteś dla mnie największym prezentem. – uśmiechnął się, podnosząc palcem jej twarz.
- może to nie jest nic szczególnego.. może nie można tego zaliczyć do prezentu ale.. – zaczęła, zatapiając się w niebieskich ślepiach chłopaka
- ale?

Zbliżyła twarz do jego i uśmiechnęła się, muskając delikatnie jego usta opuszkiem palca.

- będziesz ojcem. – wyszeptała.
W odpowiedzi usłyszała przeraźliwy krzyk radości, który usłyszeli chyba wszyscy domownicy. Chłopak zeskoczył z łóżka i chwytając Anę za biodra, obrócił ją wokół siebie.

- to jest najcudowniejszy prezent. – odezwał się w końcu – kocham cię! – wykrzyknął i całując wcześniej roześmianą dziewczynę, postawił ją na podłodze.


~ Patty ~

Wigilia. Dzień, w którym nikt nie powinien się smucić. Dzień, który spędza się z rodziną, z najbliższymi. Dla niej był to jednak dzień jak każdy inny. A może nawet gorszy. Nie mogła patrzeć na tą rodzinną atmosferę, nakręcaną dodatkowo przez media.

- czysta komercha. – stwierdziła, przerzucając po raz kolejny kanał.

Wszystkie poprzednie dni spędziła na płakaniu i obwinianiu samej siebie. nie miała siły i ochoty by za cokolwiek obwiniać Anę. Jej uczucia były wobec dziewczyny wciąż zbyt mocne, by mogła zacząć ją nienawidzić. Nadrabiała to jednak nienawiścią do reszty świata i wszystkich jej przyjaciół. Kiedy nie znajdowała w ich osobach wystarczających argumentów, zaczęła szukać winy za to co się wydarzyło w samej sobie. Gdyby nie jej głupie, nastoletnie zachcianki, nie straciłaby tak niesamowitej i jedynej miłości jaką była Ana.

Przez swój ból i żal wkręciła się jeszcze bardziej w narkotyki. Zaczęła spotykać się z przeróżnymi osobami. Z kobietami i mężczyznami. Chodziła do klubów, upijała się, ćpała i uprawiała przygodny seks. Podświadomie wybrała sobie taką właśnie drogę destrukcji. Mimo tych wszystkich szaleństw, mimo faz, kaców i ekstazy po seksie, nie mogła przestać myśleć o niegdyś jej brunetce. Ale przez całe to zachowanie nie tylko myśli o Anie się nasiliły. Nie mogła bowiem zapomnieć o wysokim chłopaku z burzą brązowych loków. Sama nie wiedziała dlaczego tak z nim postąpiła. Przecież to naprawdę świetny człowiek, który nie chciał od niej wyłącznie jednego. Gdyby tylko zachowała się inaczej..

- przecież ja go nie kocham.. ja już nie potrafię kochać nikogo prócz An... – mówiła do siebie, zalana łzami. A jednak, ten mężczyzna wzbudzał w niej tak silne uczucia, jakie dotychczas wywoływała jedynie osoba Any.


***

Po powrocie z rodzinnego Doncaster, Louis ogłosił przyjaciołom szczęśliwą nowinę. Wszyscy zareagowali jeszcze lepiej niż za pierwszym razem. Postanowił jednak, wraz z Aną, że owe wieści przekażą Zoey dopiero kiedy przyjedzie. Dowiedzieli się bowiem, że przed końcem roku Niall będzie leciał osobiście po dziewczynę.

- ależ on jest kochany.. taki romantyczny.. – zaczęła Ana, kiedy blondyn opuścił dom.
- się przypadkiem nie zakochaj – zaśmiał się Lou
- mógłbyś się od niego uczyć! – uderzyła go w ramię
- przecież po ciebie jeżdżę! Nie obrażaj się – dodał szybko, widząc formujący się grymas na twarzy dziewczyny. – może czekoladki?
- och – Ana rzuciła się na słodkości, pochłaniając je w jednym momencie. A reszta przyjaciół siedzących naokoło wybuchła śmiechem.

- mówiłem? Woli słodycze ode mnie. – stwierdził Lou, kiedy dziewczyna zabrała mu siłą pudełko ze słodkościami.



------------------------------------------------------------------------------------------------------

przepraszam, ten rozdział okazał się strasznie nudny ;/ nie podoba mi się.
wiem, że to trochę dziwne wstawiać "świąteczny" rozdział pod koniec lutego, ale co poradzę, że akcja właśnie tak się potoczyła :D mam nadzieję, że wybaczycie mnie tą dzisiejszą beznadziejność. obiecuję, że poprawię się w kolejnych rozdziałąch. ;) 
ps.: jeżeli wszystkie będziecie chciały, mogę nadal kontynuować tą historię. zrobić drugą część. ale to tylko i wyłącznie na Wasze życzenie.  
Kocham Was!
buziaki!

czwartek, 20 lutego 2014

Imagin - Zayn.


Ze specjalną dedykacją dla AdyWolos ;)



+18.

Siedzieliśmy na dwóch krańcach kanapy i patrzyliśmy sobie prosto w oczy. Nie mogłam się powstrzymać od przygryzania wargi, patrząc na jego idealną twarz. Widziałam w jego oczach pożądanie. Jego klatka piersiowa zaczęła unosić się i opadać coraz szybciej, kiedy zobaczył jak oblizuję wargę. Tak bardzo go pragnęłam. Właśnie w tym momencie. Nagle podniósł się z miejsca i nachylił nad moją twarzą.

- Ada.. – wyszeptał swoim niskim, pociągającym głosem. Zaczął delikatnie całować moje policzki, by zaraz potem przejść na linię szczęki. Przygryzł kawałek skóry na mojej szyi. Słysząc jęk, który wydobył się z moich rozchylonych warg, uśmiechnął się. pocałunkami zszedł na obojczyki. Delikatnie muskał je nosem, a jego ręka powędrowała na moją pierś. Kiedy ścisnął ją lekko, znowu jęknęłam i złapałam jego twarz w dłonie.

- Zayn, nie możemy.. – wyszeptałam mu do ucha.
- tak bardzo cię pragnę.. – odrzekł równie cicho, po czym wbił się w moje usta. Nie miałam siły się opierać. A tak naprawdę wcale nie chciałam. Ten chłopak był jak narkotyk. A ja byłam ćpunką. Codziennie wciągałam jego zapach i nie mogłam przeżyć nawet godziny bez jego dotyku, bez jego bliskości.

Poczułam jak powoli podnosi moją koszulkę i całuje brzuch. Wplotłam palce w jego kruczoczarne włosy i bawiąc się nimi, wczuwałam się w dotyk jego gorących ust. Chwilę potem zostałam całkowicie pozbawiona koszulki, a jego wargi powędrowały do moich piersi. Odchylił delikatnie stanik i pocałunkami doszedł do mojego sutka. Ostrożnie chwycił go w zęby, by zaraz potem zacząć go ssać. Moje dłonie zaciskały się na jego włosach z każdą kolejną sekundą. Wszystko robił powoli, tak niesamowicie czule. Wiedział, że to uwielbiam i czułam, że chce dać mi jak najwięcej przyjemności. Nie mogłam dłużej wytrzymać i odepchnęłam go. Spojrzałam w jego, teraz już całkowicie czarne tęczówki i szybkim ruchem, ściągnęłam z niego koszulkę. Przygryzłam wargę widząc jego niesamowity tors, wypełniony mnóstwem tatuaży. 

Popchnęłam go, a chwilę potem nachylałam się nad jego klatką piersiową. Całowałam, lizałam i podgryzałam każdy najmniejszy skrawek jego ciała. Czułam pod wargami jak drzy. Dotarłam w końcu do jego podbrzusza. Uniosłam głowę i spojrzałam mu prosto w oczy. On uśmiechnął się jedynie, po czym przygryzł wargę. Nie spuszczając wzroku z jego twarzy, rozpięłam pasek i zsunęłam spodnie wraz z bokserkami. Widząc jego nabrzmiałą męskość moje oczy powiększyły się do wielkości monet i zabłysły. Uwielbiałam go i uwielbiałam każdy kawałek jego ciała. Pocałunkami doszłam w końcu do jego członka i najpierw chwytając go w dłonie, złożyłam na nim soczystego całusa, a chłopak zaśmiał się cicho. Zaraz potem oplotłam go swoimi wargami, a z ust chłopaka wydobył się zduszony jęk przyjemności.

- Ada… - usłyszałam po paru minutach ledwo szepczącego mulata. Uśmiechnęłam się pod nosem i wróciłam do jego ust. Zatopił się w nich od razu i korzystając z dostępu, zsunął moje spodenki wraz z majtkami. Poczułam jak łapie mnie za biodra i bezproblemowo podnosi, by zaraz potem usadzić na sobie. Cichy jęk wydobył się z moich ust, by po chwili poczuć powolne ruchy chłopaka. Z każdą minutą przyśpieszał, a ja czułam się jak w niebie mając w sobie najcudowniejszego mężczyznę na świecie. Poczułam jego dłonie na biodrach i w następnym momencie leżałam tuż pod nim. Nachylił się nade mną i zaczął zachłannie całować moje usta, jednocześnie ściskając pierś i nie przestając się poruszać. Nie zwalniał ani nie przyśpieszał. Dla nas było to idealne tempo, w którym mogliśmy nacieszyć się swoją bliskością i swoim ciepłem.

Parę namiętnych i niezapomnianych godzin później, po wspólnym doświadczeniu nieziemskiej ekstazy, opadł na mnie ledwo żywy. Nasze ciała, mokre od potu wciąż trwały złączone. Nie wyszedł ze mnie. Bardzo się cieszyłam. Uwielbiałam czuć jego, wciąż pulsującego członka w swoim wnętrzu.

Musnął opuszkiem palca moją spoconą twarz, by sekundę później odgarnąć kosmyk opadających na czoło włosów. Uśmiechnął się i pocałował mnie w policzek.

- niech to będzie naszą tajemnicą.. – wyszeptał i wyszedł ze mnie. Wstał i chwytając za ciuchy, ruszył do łazienki.
- jak za każdym razem.. – powiedziałam do siebie, a chwilę potem pojedyncza łza spłynęła po moim policzku. Dopiero teraz doszło do mnie co tak naprawdę zrobiłam.

Po raz kolejny zawiodłam siostrę i spowodowałam, że jej chłopak stał się niewiernym dupkiem.


------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nie wiem czemu, ale ostatnio każdy pomysł na imagin z Panem Malikiem sprowadzał mi się do jednego tematu. xD mam nadzieję, że choć trochę Wam się spodoba. Tak wiem, nie umiem pisać takich scen i chyba zrezygnuję z ich opisywania.
Kocham Was!
Buziaki!

środa, 19 lutego 2014

64 „Tak dobrze.”


Stała w kuchni robiąc kawę i podśpiewując. Ten poranek był piękny. Za oknem prószył pierwszy śnieg, co wprawiało Anę w bardzo dobry humor. Właśnie wlewała wodę do kubka kiedy usłyszała mocno zachrypnięty głos:

- moja głowa.. – odwróciła się, a jej oczom ukazał się wyglądający niczym zombie Harry. Opierał się o futrynę, trzymając się za głowę ze skwaszoną miną. Był w samych bokserkach, które swoją drogą były bardzo obciskające. Przygryzła subtelnie wargę i uśmiechnęła się.

- witam pana!
- nie tak głośno, błagam.. – mówił powoli, siadając przy stole.
- może kawy?
- jesteś aniołem.. – posłał jej ledwo widoczny uśmiech. Chwilę potem stawiała przed nim duży kubek, pełen gorącego napoju.
- przepraszam, że tak prosto z mostu.. – zaczęła, zerkając na pijącego łapczywie Harry’ego – ale co się wczoraj stało? – spojrzał na nią swoimi zielonymi ślepiami, w których dostrzegła ogromny smutek i rozczarowanie.
- to.. nieważne.. – rzucił cicho i wrócił do wgapiania się w kubek.
- na pewno? – położyła dłoń na jego i spojrzała z troską
- tak.. dziękuję – ukazał delikatnie dołeczki. Nachyliła się i ucałowała chłopaka w policzek, a w tym samym momencie do kuchni wszedł zaspany Louis.

- no no! Widzę, że nie marnujesz czasu! – krzyknął tak głośno, że Ana podskoczyła, a Harry schował głowę w dłoniach.
- stary, błagam.. – lokowaty wyszeptał po chwili
- o co chodzi? – brunet wyszczerzył się, podnosząc głos
- daj mu żyć – zaśmiała się Ana i podała Louis’owi kubek z kawą.

Parę minut później do kuchni przyszła pozostała trójka.

- An, robisz..
- nie! nie ma bata. – dziewczyna przerwała Niall’owi – co ja jestem? Kucharka?
- oj mała, nie daj się prosić! – kontynuował blondyn, robiąc minę małego szczeniaka.
- to, że masz ładne oczy na mnie nie zadziała! – zaśmiała się – sami sobie róbcie. Już chyba wystarczająco dużo razy uległam
- naprawdę mam ładne? – wyszczerzył się Niall, a kiedy dziewczyna pokiwała głową, zbliżył się do niej tak, że ich twarze dzieliły milimetry i spojrzał w jej oczy – prooszę.. – przeciągnął
- och.. Lou ratuj! – machnęła teatralnie dłońmi i odsunęła od siebie uśmiechniętego Horana
- w sumie to mogłabyś zrobić to śniadanie. – rzucił wyszczerzony brunet
- jesteście okropni! Za jakie grzechy! – stęknęła i ruszyła w stronę lodówki – nawet ty przeciwko mnie.. – szepnęła pod nosem, wyjmując produkty.
- pomogę ci – usłyszała obok siebie głos Liam’a. uśmiechnęła się do niego i zabrali się za robotę. Już parę minut i narzekań Niall’a później, pyszne śniadanie wjechało na stół.

- słuchajcie! Mam pewien pomysł – zaczęła Ana, biorąc gryza tosta. Wszyscy spojrzeli na nią pytająco. – może urządzimy sobie jakąś wspólną wigilię, przed tą prawdziwą? Skoro się rozjeżdżamy.. a bardzo chciałabym poświętować z moją kochaną rodzinką. – wyszczerzyła się
- rodzinką? – zdziwił się Liam
- tak, jesteście dla mnie najbliższymi osobami. Jak starsi bracia!  – uśmiechnęła się, a z ust chłopaków wyrwało się coś w stylu jednego wielkiego „aww.”
- my ciebie też kochamy MAŁA – rzucił Niall, akcentując ostatnie słowo.
- pora na zbiorowego przytulasa! – dodał Lou i chwilę potem stali na środku kuchni, całą piątką obejmując Anę.

- ale gdzie to urządzimy? – spytał Liam, siadając z powrotem na krzesło
- myślałam o tym. I stwierdzając, że w sumie za dużo czasu spędzam w waszym domu, to może tym razem zaproszę was do siebie – odpowiedziała dziewczyna, biorąc łyka kawy
- wiesz, że będziesz tu ZAWSZE mile widziana – rzucił Louis, kładąc rękę na jej ramieniu i całując soczyście w policzek.
- dokładnie! – zawtórowała mu reszta
- dzięki panowie – uśmiechnęła się – a teraz muszę się zbierać. Mam do załatwienia z Paul’em parę rzeczy.

Pożegnała się i zabierając swoje rzeczy wróciła do mieszkania. Przebrała się i ruszyła na spotkanie z mężczyzną, postanawiając po wszystkim połazić za jakimś prezentem dla Louis’a.


***

Po ciężkim dniu latania i załatwiania dla chłopaków nowych wywiadów i sesji zdjęciowych, Ana opadła na krzesło w jednej z kawiarni w centrum handlowym.

- jeszcze ten prezent.. co ja mam mu niby kupić.. – mówiła do siebie całkowicie załamana. Poczuła wibracje telefonu.

„Co ty na to bym wpadł dziś do Ciebie na mały seans filmowy? Lou.”

- o wilku mowa.. – uśmiechnęła się do siebie i odpisała. Uznając, że dziś i tak już nie wpadnie na żaden ambitny pomysł co do prezentu, postanowiła zrobić małe zakupy na wieczór.

Wychodząc ze sklepu zauważyła z daleka Liam’a i siedzącego do niej tyłem, tajemniczego chłopaka. Uśmiechnęła się i podeszła do przyjaciela.

- hej Li, może mi przedstawisz.. – nie skończyła, widząc z kim siedzi brunet. – cześć John!
- Ana.. hej.. – rzucili jednocześnie
- ja.. – zaczął Liam z zakłopotaniem
- przeszkadzam wam? – wyszczerzyła się
- jasne, że nie. my tylko..
- nie musisz się tłumaczyć – zaśmiała się – ja uciekam. Dobrej zabawy – uniosła śmiesznie brwi w stronę Payne’a i machając im, odeszła.

- ona wie? – zaczął John
- tak..
- myślisz, że to komuś zdradzi?
- wiem, że Anie można zaufać. tak samo jak Hazzie. – uśmiechnął się i dotknął delikatnie ręki chłopaka.


***

 Chodziła po mieszkaniu w tą i z powrotem, szykując przekąski na seans filmowy. Kiedy w końcu upewniła się, że wszystko jest gotowe postanowiła wziąć szybki prysznic i się przebrać. Zakładając długie spodnie dresowe, koszulkę, a na to bluzę, uchyliła balkon i uznając, że jest za zimno na wychodzenie, odpaliła papierosa w pokoju. Nie zdążyła nawet dopalić do połowy, kiedy usłyszała dzwonek do drzwi.

- hej mała – usłyszała swój ulubiony głos, a zaraz potem poczuła namiętny pocałunek na ustach. – fajnie wyglądasz – uśmiechnął się Lou
- przecież to zwykłe dresy – stwierdziła Ana, zapraszając chłopaka do środka
- właśnie tak wyglądasz najlepiej. – wyszczerzył się i opadł na kanapę – co oglądamy?
- myślałam, że masz jakiś pomysł proponując seans.
- zdam się na ciebie, tylko błagam, nie żadne romansidło! – rzucił Lou, chwytając miskę z popcornem

Parę minut później oglądali już wybrany przez Anę film. Kiedy chłopak zobaczył pierwsze sceny, załamany zwrócił się do brunetki.

- przecież prosiłem!
- to nie jest romansidło! To mój ulubiony film! – oburzyła się
- ale proszę.. jaki normalny facet to ogląda..
- na przykład Harry! – krzyknęła, zakładając ręce na klatkę piersiową – może to z nim powinnam to obejrzeć.
- chyba zacznę być zazdrosny. Coś za często o nim myślisz mała – spojrzał na dziewczynę, która wciąż wpatrywała się w ekran z obrażoną miną – no przestań, przecież żartowałem. – uśmiechnął się i zbliżył do niej twarz.
Sprawnie uniknęła zbliżenia i odsunęła się na drugi koniec kanapy.

- nie obrażaj się – zaśmiał się i ponowił próbę zbliżenia.
- zostaw mnie! – krzyknęła kiedy chłopak zaczął ją łaskotać. Nie wytrzymała i zaczęła się śmiać. Broniła się zaciekle, by chwilę potem znaleźć się wraz z chłopakiem na podłodze.

- Lou! Przestań! Teraz będzie moja ulubiona scena! Oglądaj! – mówiła, spoglądając na telewizor.
- przecież oglądam. – szepnął jej do ucha, a chwilę potem zaczął delikatnie całować jej szyję. Czuła jak ciarki przeszywają całe jej ciało. Uwielbiała jego delikatny dotyk, dlatego też nie mogła się powstrzymać i olała film, łapiąc jego twarz w dłonie. Spojrzała w jego niebieskie tęczówki i zatopiła się w jego wargach. Czuła jego dłonie, błądzące po jej ciele. Chwilę potem została jedynie w bieliźnie.

- szybki jesteś – zaśmiała się
- uwielbiam to – szepnął, całując jej obojczyki – i to – schodząc na ramiona – i je.. – dodał muskając jej piersi. Później, powtarzając to samo, całował po kolei jej brzuch, uda, przeszedł na  plecy, kark. Na samym końcu jego usta doszły do zewnętrznej strony ud. Zdjął zwinnie jej majtki i powracając dłońmi na jej piersi, zaczął całować od nowa jej uda, posuwając się coraz dalej.


Parę czułych minut później wchodził w nią, nie odrywając się od jej ust. Tego wieczoru był niesamowicie czuły i delikatnie co bardzo się jej spodobało. Nie było żadnego pośpiechu, nie było chorego napalenia. Była jedynie miłość, pożądanie i czułość. Mimo wszystko o czymś zapomnieli. Oboje. A może to i dobrze? 


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

coś dużo dzisiaj dialogów. mam nadzieję, że Wam się spodoba ;) mogę w tym momencie stwierdzić, że zamknę się w 70 rozdziałach. :D wiem, że to szaleństwo i tak sobie pomyslałam, że w sumie mogłam podzielić tę historię na dwie części. mnie samą przeraża widok "rozdział 64" xD
Kocham Was!
buziaki! 

poniedziałek, 17 lutego 2014

63 „Są różne rodzaje miłości.”

Wielkimi krokami zbliżały się święta. A co za tym idzie urodziny Louis’a. Ana już od ponad dwóch tygodni zastanawiała się nad prezentem. Ale nie mogła się na tym skupić z jednego powodu. Wciąż martwiła się o Patty. Po tym co opowiedział Harry, bała się o nią jeszcze bardziej. Przecież mimo tego, że szatynka od zawsze grała silną, niedostępną i zimną, ona wiedziała, że to tak naprawdę bardzo wrażliwa dziewczyna. Nie miała pojęcia do czego może się posunąć, co jeszcze może zacząć ćpać i ta niewiedza sprawiała, że czuła się z tym wszystkim jeszcze gorzej. Przecież zachowanie dziewczyny to tylko i wyłącznie jej wina. Ana nie mogła uwolnić się od  wyrzutów sumienia. Codziennie po paręnaście razy starała się dodzwonić do szatynki, bez żadnego efektu. Jeździła do jej mieszkania. Nigdy nie została wpuszczona. Kiedy spotykała się z przyjaciółmi, widziała, że Harry również cierpi. Bardzo mu na Patty zależało,  teraz przez nią ich relacje powróciły do pierwotnych.


- przestań się tak zamartwiać mała. Ona chyba potrzebuję trochę czasu. – stwierdził Zayn, kiedy chodzili po centrum handlowym w poszukiwaniu prezentu dla Lou.
- nie wiem.. sama nie wiem. A co jeśli sobie coś zrobi? Nie chcę jej stracić. – rzuciła Ana, kręcąc głową.
- jej stracić? Czy przyjaźni z nią? – mulat spojrzał na dziewczynę dociekliwym wzrokiem.
- oczywiście, że przyjaźni. – zmieszała się i odwróciła wzrok – co ja mam niby kupić Lou! – zmieniła temat.
- nie mam pojęcia. Najlepiej worek marchewek, albo mózg – zaśmiał się.

Po dwóch godzinach nieudanego spaceru, wrócili do domu chłopaków. Tam zastali jak zwykle buszującego w kuchni Niall’a, a  Louis’a i Liam’a wgapiajacych się w telewizor. Harry wciąż  siedział u siebie.

- gdzie byliście? – spytał Lou, całując Anę
- nie interesuj się tak mały – rzucił Zayn
- sam jesteś mały – odpowiedział brunet, udając obrażonego. – kochanie, możemy pogadać? – zwrócił się do dziewczyny
- jasne, ale czy coś się stało? – przestraszyła się, spoglądając pytająco na bruneta
- oczywiście, że nie! chodź! – zaciągnął Anę na górę.


- no więc? O co chodzi? – spytała, siadając na łóżku
- nie denerwuj się tak – zaśmiał się brunet widząc minę dziewczyny
- to nie trzymaj mnie w takiej niepewności! Zazwyczaj jak się wyskakuję z takim tekstem to chce się poważnie pogadać! – zbulwersowała się
- chcę po prostu złożyć ci propozycję nie do odrzucenia – wyszczerzył się
- aż się boję.
- pojechałabyś ze mną na święta do mojej rodziny? – wypalił na jednym tchu.
- c.. co? – nie mogła uwierzyć w to co słyszy. Tak naprawdę to nigdy nie rozmawiali o rodzinie. A ona nigdy nie pomyślała nawet, że chciałby przedstawić ją swoim bliskim.
- An? żyjesz? – usłyszała śmiech chłopaka
- tak.. przepraszam.. – spojrzała w jego niebieskie tęczówki.
- a więc?
- no jasne.. bardzo chętnie poznam twoją rodzinę. – uśmiechnęła się
- świetnie! – rzucił się na Anę, przewracając ją na łóżko i zaczął całować.


+18.

~ Patty ~

Siedziała na podłodze w totalnym nieładzie. Naprzeciwko stał niski stolik, na którym porozsypywana była kokaina, porozrzucane przeróżne tabletki. Pod stolikiem stało mnóstwo butelek po wódce, piwie i innych alkoholach. Siedziała z podpartą na dłoniach głową, a z jej oczu kapały słone łzy.

- jak ona mogła mi to zrobić.. – powtarzała jak mantrę. Nagle rozbrzmiało się głośne, natarczywe pukanie. Nie odezwała się, nie wstała. Postanowiła olać gościa, tak jak przez ostatnie tygodnie.

- wpuść mnie! Wiem, że tam jesteś! – usłyszała znajomy, zachrypnięty głos. Zaśmiała się szyderczo i nachyliła nad jedną z wcześniej uformowanych kresek. – słyszę cię! Chce pogadać! Wpuść mnie! – krzyk nie ustępował. Podniosła się z trudem i podeszła do drzwi.

- spierdalaj gówniarzu! – krzyknęła przez zamknięte drzwi.
- nigdzie się stąd nie ruszę, dopóki nie pogadamy!
- nie mam ochoty gadać ani z tobą ani z twoimi pieprzonymi przyjaciółmi! Won! – w odpowiedzi usłyszała jeszcze głośniejsze walenie w drzwi.

- ja tak mogę cały czas! – rzucił. Kiedy jednak po parunastu minutach nie było żadnej reakcji, oparł się o ścianę i odetchnął głośno. Nagle drzwi się otworzyły, poczuł jak jakaś dłoń chwyta go za koszulkę i wciąga do środka. Dziewczyna przyparła Harry’ego do ściany, zatrzaskując drzwi. Od razu wbiła się w usta zdziwionego bruneta. nie protestował. Ta dziewczyna za bardzo go kręciła, by mógł jej odmówić. Chwilę potem zaczęła ściągać z niego koszulkę. Miała mocno rozszerzone źrenice, jednak dostrzegł w jej oczach dzikość i pożądanie, które tak naprawdę i on odczuwał.

Nie bawiąc się w większe podchody, rozpięła jego pasek i jednym ruchem ściągnęła spodnie i bokserki. Spojrzała na jego ogromną męskość i przygryzła wargę. Chwyciła jego członka w dłoń i zaczęła delikatnie masować, patrząc chłopakowi prosto w zielone oczy. Oparł głowę o ścianę, a z jego ust wydobył się głośny jęk. Nagle poczuł ciepło jej ust, co spowodowało totalne odpłynięcie. Położył ręce na jej głowie i pociągając za jej włosy wczuwał się coraz bardziej. W pewnym momencie dziewczyna przestała, a on poczuł ogromny zawód. Pociągnęła go za nadgarstek i w następnej chwili rzuciła chłopaka na kanapę. Zdjęła z siebie bluzkę i spodenki. Od razu na nim usiadła i poczuła w sobie jego ogromną, gorącą męskość. Ruszała się szybko i jak w jakimś transie. Nie patrzyła już nawet na Harry’ego. Wczuwała się tylko i wyłącznie w swoją przyjemność. Oparła dłonie o jego wyrzeźbiony tors i nachylając się nad nim zaczęła podgryzać jego ciało, kawałek po kawałku. Ani na moment nie przestała poruszać biodrami. Kiedy po godzinie skończyli, opadła na drugą stronę kanapy. Harry nawet się nie poruszył. Był całkowicie wycieńczony. Żadna dziewczyna nigdy nie wykorzystała go do ostatku sił, tak jak zrobiła to przed chwilą Patty. Kiedy w końcu poczuł w sobie siłę, by się odezwać, oparł się na łokciach.

- to było..
- wynoś się. – przerwała mu
- co? – zdziwił się
- nie słyszałeś? Wynoś się stąd! – krzyknęła i wstając, chwyciła za ciuchy.
- co ty pierdolisz?! Zaspokoiłaś się i mnie wyrzucasz?!
- brawo! – klasnęła z szyderczym uśmiechem – wypierdalaj gówniarzu!

Wkurzony, ubrał się szybko i ruszył ku drzwiom. Zanim jeszcze wyszedł, odwrócił się w stronę wciąż nagiej dziewczyny i zaciskając pięści rzucił:

- ZDZIRA!
- wypierdalaj! – krzyknęła i trzasnęła za nim drzwiami.


***

- Niall, co ty robisz? – spytała Ana, wchodząc do kuchni
- to chyba pytanie retoryczne – rzucił Zayn, siedzący przy stoliku i popijający kawę.

Blondyn latał od szafki do szafki, co jakiś czas zaglądając do lodówki. Nawet nie zauważał swoich przyjaciół.

- czy on się dobrze czuje? – Ana dosiadła się do przyjaciela i kradnąc mu kubek, upiła łyk gorącego napoju.
- dlaczego! – wykrzyknął nagle Niall
- co? – oboje zwrócili się w jego stronę
- czemu nie ma nic do jedzenia! Umieram z głodu! Boże! – złapał się za głowę i spojrzał z przerażeniem na przyjaciół. Oni jedynie wybuchli śmiechem. – nie ma się z czego śmiać! To jest straszne! – mówił z całkowicie poważną miną.

- spokojnie, mogę coś ugotować – zagadnęła Ana, powstrzymując się od dalszego śmiechu
- ale z czego! Przecież niczego nie ma.. – mówił smutny blondyn
- pożyczcie mi auto to pojadę na zakupy – wyszczerzyła się
- jesteś cudowna! Kocham cię! Annie! – chłopak rzucił się na brunetkę
- Annie? Cóż za kreatywność – zaśmiał się Zayn
- miło, że zgłaszasz się na ochotnika – dziewczyna wyszczerzyła się w jego stronę
- co? – mulat uniósł brew ze zdziwieniem
- jedziesz ze mną. Przecież nie uniosę sama takiej ilości jedzenia – stwierdziła, idąc w stronę przedpokoju.
- dooobra. – Zayn rzucił leniwie i podążył za Aną.


***

Cała piątka siedziała w salonie, przed telewizorem oglądając jakiś bardzo „ciekawy” film. Był na tyle interesujący, że w pewnym momencie Louis zaczął rzucać popcornem w Zayn’a.

- pogięło cię?! Nie można marnować jedzenia! – rzucił Niall, a wszyscy wybuchli śmiechem.
- ludzie.. co to za szmiraaa.. – przeciągnął Lou, kładąc rękę na ramionach Any
- kto to w ogóle wybierał? – narzekał mulat
- chciałem przypomnieć, że wszyscy się na to zgodziliście – odezwał się w końcu Liam, jakby wyrwany z ciekawego seansu
- Li.. czemu ty nas tak męczysz.. – zaczął Louis, kiedy drzwi od domu otworzyły się z hukiem. 

Wszyscy odwrócili wzrok. Do środka wpadł całkowicie nawalony Harry, ledwo zdołał oprzeć się o ścianę.

- stary, coś ty.. – rzucił Zayn i podbiegł do przyjaciela, tym samym ratując go przed wywaleniem się na twarz. przeciągnął go z trudem na kanapę, gdzie sekundę wcześniej Ana z Lou zrobili miejsce.

- co się stało? Przecież on nigdy się tak nie upijał. – zaczął Niall
- dziś się tego raczej nie dowiemy – rzucił Lou, wyrywając rękę z uścisku lokowatego, który bardzo czule ją przytulał.
- rozbierzmy go i zostawmy tutaj. Niech się prześpi – stwierdziła Ana
- ta jaka chętna do rozbierania! – oburzył się Louis – nie ma tak dobrze!
- Lou.. – dziewczyna przewróciła oczami i ruszyła w stronę Harry’ego.
- ja mówię serio! – pociągnął brunetkę za rękę
- Liam go rozbierze! – wskazał na przyjaciela, który właśnie w tym momencie zrobił się cały czerwony i spojrzał wymownie na Anę.
- daj już spokój. Myślisz, że nie widziałam go bez ciuchów? – dziewczyna, rozumiejąc zmieszanie Payne’a wyrwała się z uścisku swojego chłopaka.
- co?! – Lou robił się coraz bardziej wkurzony
- mało razy widziałam was w garderobie? – znów przewróciła oczami, ściągając Harry’emu koszulkę
- stary, coś ty taki zazdrosny – zaśmiał się Zayn

Brunet nie odpowiedział i odwrócił się do wszystkich plecami, zakładając ręce na klatkę piersiową.

- jesteś nienormalny – zaśmiała się Ana, całując go w policzek. – Kocham cię debilu.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- 


Te +18 to można chyba uznać tylko za te wulgaryzmy, bo ta scena to mi chyba nie bardzo wyszła ;/ przepraszam. Postaram się, żeby następna  była naprawdę dobra! :D zachęcam do zadawania pytań bohaterom ;)
zapraszam na nowy rozdział na  http://i-will-be-waitin.blogspot.com/
Kocham Was!
buziaki!